Animator ma przewrotną przewagę nad innymi festiwalami - jest początkujący. W tym roku odbyła się zaledwie jego trzecia edycja. Nadaje to całości uroku debiutanta, a co za tym idzie - spontaniczności, świeżości czy dopiero kształtującej się publiczności. Zaleta to wielka przy naszych krajowych kolosach (jak Nowe Horyzonty czy Warszawski), które osiągnęły już takie rozmiary, że niewiele u nich miejsca na klimat czy luz.
Festiwale jednak nie stoją przede wszystkim klimatem, ale filmami. I tutaj Animator ma się czym pochwalić, bo na ekranach festiwalowych kin mogliśmy zobaczyć dzieła z prawie całego świata, poczynając od pełnego przeglądu Europy, na Ameryce Południowej kończąc. Nie zabrakło oryginalnych i kontrowersyjnych projektów ("Diabelskie dzieci" Marioli Brillowskiej), nie do końca udanych wydarzeń (pokaz nowego projektu Piotra Dumały, który przeniesiono ze względu na złe warunki techniczne) i premier, takich jak "Maska" braci Quay. Dla mnie Animator był jednak odkryciem polskiej animacji, która po pierwszej dekadzie XXI wieku ma się jak najlepiej. Zabawna, świetnie napisana "Bajka o Smoku i Bohaterze", zwycięzca festiwalu "Ukryte" Piotra Szczepanowicza. Pokazujące, że polscy filmowy mają kapitalne poczucie humoru i ucho i oko do różnych sytuacji - "Kto by pomyślał" Ewy Borysewicz. Słynne już tytuły, takie jak "Kinematograf" Tomka Bagińskiego czy "Esterhazy" Izabeli Plucińskiej. I bardzo ciekawe "Danny boy" Marka Skrobeckiego. Tyle z patriotycznej satysfakcji i wzruszeń. Bo jednak zupełnym brakiem obiektywizmu byłoby nie wspomnienie takich świetnych animacji jak francuskie "L'homme qui dort", "Skhizein", niemieckie "12 Jahre" i "Germania Wurst", przerażające szkockie "Battenberg", piękne irlandzkie "Old Fangs" i jeden ze zwycięzców konkursu - porywające, węgierskie 'Simon vagyok".
Animator postanowił też, zresztą bardzo słusznie, pokazywać nie tylko nowości z całego świata i ciekawostki, ale edukować swoich widzów. Rządni wiedzy mogli brać udział w licznych wykładach i warsztatach (prowadzonych przez światowych specjalistów), obejrzeć retrospektywy mistrzów (takich jak Daniel Szczechura, Jurij Norstein, Caroline Leaf) i jurorów (Dennis Tupicoff, George Griffin). Czy zapoznać się z animacją z różnych zakątków świata podczas przeglądów (m.in.: amerykańska animacja niezależna, animacja z Izraela, z Chicago).
Poznań stara się o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury 2016 i trzeba przyznać, że wychodzi mu to bardzo dobrze. Szczególnie, że stawia na profesjonalistów, takich jak szef artystyczny Animatora Marcin Giżycki, który nie tylko skompletował imponujący program, ale też swoją osobą i znajomościami ściąga do Poznania oryginalnych i ważnych twórców. Animator jest jedynym z wielu mocnych punktów poznańskiego programu. Do tego miasta w zeszłym roku jechali wszyscy fani alternatywnego grania (z niżej podpisaną) na koncert Radiohead. Przy okazji okazało się, że niemożliwe, jest możliwe, bo większość organizatorów imprez muzycznych w kraju wielokrotnie powtarzało, że ściągnięcie Thoma Yorke'a i jego kolegów graniczy z cudem. Ja, jako skromny pożeracz kultury, czekam na kolejne wydarzenia, jakie zafunduje mi stolica Wielkopolski, jednocześnie trzymając kciuki za Animatora.
A więcej informacji na temat poznańskich imprez kulturalnych można znaleźć na stronie:





















Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...