BLOGI / FILM
Z różowym rewolwerem u boku
Z RÓŻOWYM REWOLWEREM U BOKU
11. MFF NOWE HORYZONTY
Tekst: Bartosz Czartoryski    
2011.07.30
Doczekaliśmy ciekawych czasów... Retrospektywa Terry'ego Gilliama będzie jedną z bardziej konwencjonalnych sekcji programowych tegorocznego festiwalu Nowe Horyzonty.

W obliczu japońskiego kina seksploatacyjnego, westernów ze wschodu czy filmów Jacka Smitha, twórczość amerykańskiego Pythona wydaje się pol­skiemu widzowi po prostu znajoma – co nie ozna­cza, że nie będzie on chętny odkryć na nowo wspa­niałego „Brazil”, „12 Małp” albo „Las Vegas Parano”. Gilliam zjawi się we Wrocławiu osobiście, lecz ist­nieje obawa, że jego obecność zostanie przyćmio­na rzeczonym repertuarem, wszak trudno będzie odmówić sobie seansów z pinku eiga – filmamiw pewien socjologiczny sposób symptomatyczny­mi dla kultury Kraju Kwitnącej Wiśni. Nurt ten zna­komicie opisuje japońską seksualność z jej cenzu­rą (np. nie wolno na ekranie pokazywać genitaliów) i jednoczesną perwersyjnością, fetyszem. Obowiąz­kowo trzeba zapoznać się z obrazami bodaj najbar­dziej kultowego z autorów pinku – Koji Wakematsu.

Obawiam się nieco odbioru pinku przez nowo­horyzontową publiczność z uwagi na hermetyczny profil festiwalu – dzieła z peryferiów kina, nierzadko z filmowego rynsztoka, zawsze puszczane były mi­mochodem, gdzieś z boku, np. w specjalnych blo­kach typu „Nocne Szaleństwo”, gdzie Kenji Misumiczy Dario Argento traktowani byli bez należytegozrozumienia specyficznych kontekstów kulturo­wych. Być może zmieni się to nieco w tym roku dzięki filmom o północy, „Midnight Movies”, które wybrał i zapowie Michał Oleszczyk. Mnie w szcze­gólności cieszy, iż „Noc żywych trupów” zostanie wyświetlona na dużym ekranie obok filmów Lyncha czy Watersa, bowiem ów horror w Polsce nie do­czekał się chyba nigdy wcześniej podobnej nobili­tacji. Zresztą grozy nie zabraknie także i w innych sekcjach. Wystarczy wspomnieć chociażby o pano­ramie kina norweskiego, w ramach której pokazane zostaną filmy „Zom­bie SS” i „Łowca trolli” – znakomite obrazy łączące bez zbytniej pretensji i ostentacji horror z humorem. Będzie też próbka skandynawskiego kina śmieciowego w postaci „Komandor Treholt i grupa specjalna Ninja”, pozycji nawiązującej do amerykańskiego filmu akcji i bijatyk z Hong-Kongu.

„Czerwone westerny”, czyli filmy o kowbojach i traperach wyprodukowane w państwach bloku wschodniego, to kolejny obowiązkowy punkt programu znakomicie obrazujący wpływ amerykańskiej kultury filmowej na kinemato­grafie wschodnie, innymi słowy – co kraj, to western. Kręcili wszyscy: Bułga­rzy, Rumuni, Rosjanie, Czesi i Słowacy. Mimo że sama idea komunistycznego Dzikiego Wschodu może brzmieć odstraszająco dla widzów przyzwyczajo­nych do rewolwerowych pojedynków puszczanych w niedzielne popołud-nie w telewizji, warto zapoznać się z prawdziwymi arcydziełami, jak choćby „Według prawa” Lwa Kuleszowa. W tym zacnym gronie Polskę reprezentu­je „Prawo i pięść” Hoffmana i Skórzewskiego z rolą Gustawa Holoubka jako prawdziwego badassa, byłego więźnia obozu koncentracyjnego (rzecz dzie­je się zaraz po drugiej wojnie).

Co jeszcze? Z pewnością Jack Smith – autor u nas praktycznie nieznany,a szkoda. Waters i Zorn nie mogą się mylić, określając go symbolem sztu­ki undergroundowej i nowym Warholem. Smith to czysty queer, camp i awangarda, a jego „Płonące istoty” to totalny must-see, będący esen­cją kina amerykańskiego mistrza performance’u. Będą też oczywiście, jak co roku, sekcje konkursowe i panorama kina światowego, czyli pojawi się szansa zobaczenia filmów pokazywanych na międzynarodowych festiwa­lach oraz nadrobienia wstydliwych zaległości (gdyby ktoś jeszcze nie widział np. wspaniałego, halucynacyjnego „Wkraczając w pustkę” Gaspara Noé).A moim osobistym faworytem jest „Michael” – austriacki film o pedofilu, który w piwnicy swojego domu więzi małego chłopca. Kino niepokojące,ale pozbawione perfidnej sensacyjności.

Bez czołobitności wobec Nowych Horyzontów przyznać muszę, że pro­gram prezentuje się okazale, choć dla bywalców festiwali w Berlinie, Wene­cji czy Karlovych Varach będzie to powtórka z rozrywki. Lecz z drugiej stro­ny, gdzie indziej w jednym miejscu można zobaczyć filmy Breien, Dumonta,Kim Ki-duka? Na ostatnie dziesięć dni lipca Wrocław is the place to be.

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...

Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.