Karina jest śliczną siedmiolatką. Ma trzech starszych braci, matkę, z którą nie umie się porozumieć i ojca, który traktuje ją jak księżniczkę. Cała rodzina spędza przerwę świąteczną na kempingu nad morzem. Pewnego dnia dziewczynka idzie samotnie na spacer i gubi się. W środku nocy spotyka przybyłą nad morze młodą parę - Marianę i Rodrigo. Opowiada im wyssaną z palca, wstrząsająca historię o swoim smutnym losie. Następnego dnia znika. A Mariana zaczyna popadać w depresję.
Film Fabregi jest spokojny, nieprzegadany, akcja powoli toczy się nad pięknymi morskimi krajobrazami. Pod spodem pulsują jednak emocje. Mariana i Rodrigo to para bogatych dzieciaków, którzy wchodzą w dorosłe życie, nie zastanawiając się w ogóle nad tym, co robią. Krótkie spotkanie z Kariną będzie dla Mariany przykrą pobudką, która pokaże jej wyraźnie, w jakiej pustce do tej pory się znajdowała. Fabrega świetnie pokazuje relacje rodzice-dziecko. Układ malutkiej Kariny z matką jest trudny: mała robi co chce, za co spotykają ją milczenie i kary rodzicielki. Między ojcem, a córeczką panuje natomiast miłość czuła, aż za bardzo jak na nasze chłodne, europejskie standardy.
Fabredze udało się podjąć temat, którego tak niewielu filmowców dotyka, a który tak często pojawia się w życiu. To kryzys dwudziestokilkulatków, którzy z rozpędem i bez zastanowienia wchodzą w dorosłe życie, a potem budzą się z ręką w nocniku.
Oprócz tej wielowątkowej historii w "Agua fria de mar" mamy piękne zdjęcia i świetne aktorstwo (w większości naturszczyków). Jeżeli kiedyś będziecie mieli okazję zobaczyć film Fabregi, to skorzystajcie, bo naprawdę warto.





















Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...