Na to, że nie przesadzam mam kilkadziesiąt dowodów – po jednym za każdą osobę, która przycięła przysłowiowego komara podczas seansu. Plus kilka osób wznoszących ręce do nieba, kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe.
No cóż, powinnam być sprytniejsza i wiedzieć co się święci po katalogowym opisie. I po informacji, że reżyser nie mógł się pojawić na swojej festiwalowej premierze, bo pracuje nad adaptacją sztuki Fassbindera.
Popatrzcie, czego się wystrzegać jak ognia.
Trailer „The Temptation of St. Tony”
Z zupełnie innej beczki. Skoro wiemy już jak zirytować i uśpić publiczność (nie podejmuje się opisywać treści „The Temptation of St. Tony”, mam nadzieję, że trailer wystarczy), to podam Wam też prostą receptę na to, jak sprawić, żeby połowa widowni jęczała z zachwytu. Nakręcić film o psie. Najlepiej o biszkoptowym labradorze, który zostaje przewodnikiem dla niewidomych. Japoński „Quill” z 2004 r. jest właśnie o tym. Jest to kino koszmarnie złe. Pies za to jest wyjątkowo piękny, szczególnie jako szczeniak. Wywołał taki zachwyt, że przez pierwsze 15 minut połowa publiczności wydawała z siebie przeciągłe „awwww”, a druga umierała ze śmiechu nad tymi odgłosami. Dość ciekawe doświadczenie.



























Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...