BLOGI / FILM
Zło i cukiereczki
ZŁO I CUKIERECZKI
Tekst: Irmina Dąbrowska    
2010.02.07
Na każdym festiwalu trafi się takie cudo, przy którym nie wiadomo czy śmiać się czy płakać. Czujesz, że reżyser popłynął, a mimo, że na ekranie odcinają ręce i jedzą sobie nawzajem wnętrzności, to nic nie powstrzyma Cię przed zaśnięciem. Tak było przy okazji premierowego pokazu "The Temptation of St. Tony", filmu ubiegającego się o główną nagrodę festiwalu w Rotterdamie.

Na to, że nie przesadzam mam kilkadziesiąt dowodów – po jednym za każdą osobę, która przycięła przysłowiowego komara podczas seansu. Plus kilka osób wznoszących ręce do nieba, kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe.

No cóż, powinnam być sprytniejsza i wiedzieć co się święci po katalogowym opisie. I po informacji, że reżyser nie mógł się pojawić na swojej festiwalowej premierze, bo pracuje nad adaptacją sztuki Fassbindera.

Popatrzcie, czego się wystrzegać jak ognia.

Trailer „The Temptation of St. Tony”


Z zupełnie innej beczki. Skoro wiemy już jak zirytować i uśpić publiczność (nie podejmuje się opisywać treści „The Temptation of St. Tony”, mam nadzieję, że trailer wystarczy), to podam Wam też prostą receptę na to, jak sprawić, żeby połowa widowni jęczała z zachwytu. Nakręcić film o psie. Najlepiej o biszkoptowym labradorze, który zostaje przewodnikiem dla niewidomych. Japoński „Quill” z 2004 r. jest właśnie o tym. Jest to kino koszmarnie złe. Pies za to jest wyjątkowo piękny, szczególnie jako szczeniak. Wywołał taki zachwyt, że przez pierwsze 15 minut połowa publiczności wydawała z siebie przeciągłe „awwww”, a druga umierała ze śmiechu nad tymi odgłosami. Dość ciekawe doświadczenie.

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...

Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.