BLOGI / MUZYKA
Band of Horses / Infinite Arms
BAND OF HORSES / INFINITE ARMS
BARTOSZ SADULSKI
Tekst: Bartosz Sadulski    
2010.05.24

Jak powszechnie wiadomo, trzecia płyta jest płytą najważniejszą w dorobku każdego zespołu. Płytą próby, bo już nie ma świeżości debiutu, ani - siłą rozpędu - mocy drugiego albumu. Sukces trzeciego trzeba sobie naprawdę wypracować, szkoda, że zazwyczaj wiąże się to z przejściem na jasną stronę rynku, gdzie pieniądze, podobnie jak stadiony, są ogromne. Brodaci panowie z Band of Horses nie zaryzykowali i na "Infinite Arms" poszli na łatwiznę sprzedając duszę diabłu z Columbia Records.

Swój niewątpliwy talent do pisania oryginalnych, mocnych country-popowych piosenek rozmienili na drobne. Zamiast ścigać się z Fleet Foxes i kolejnymi projektami Conora Obersta o miano muzycznego reprezentanta alt-country (czy alt-folku, jak zwał tak zwał), zostają amerykańską wersją Coldplay. Czekam tylko na śluby z aktorkami. Kto słyszał the Funeral z ich debiutu, albo Is There a Ghost drugiej, tego singlowe Compliments ani nie ogrzeje, ani nie zaziębi. Żadnych przebłysków klimatu, jaki wytwarzali w poprzednim zespole - Carissa's Wierd, czy pazura z poprzednich albumów BoH. Piosenki na wiejską popijawę w Carolinie. Widzę grillowane świnie, hektolitry budweisera, seks w pickupie.

Band of Horses
Infinite Arms
5/10

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...

Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.