Reżyser Emmett Malloy śledzi zespół podczas niezwykłej trasy po Kanadzie, jaką Jack i Meg odbyli w 2007 roku, świętując swoje dziesięciolecie. Zamiast grać w wielkich miastach, stadionach i festiwalach, postanowili objechać małe miasteczka, o których nikt nigdy nie słyszał i w których często nikt o nich nie słyszał. Zagrali też mnóstwo koncertów - niespodzianek, które odbywały się w najbardziej fantazyjnych miejscach - na łodzi, w autobusie, w kręgielni, w malutkim pubie, większość z nich dodatkowo w ciągu dnia.
Ostatnio miałam przyjemność obejrzeć dwa dokumenty z udziałem Jacka White'a (pierwszy z nich to "Będzie głośno", gdzie wystąpił obok Jimmiego Page'a i The Edge'a). Oba są udane, z prostego powodu. Ciekawe postacie niosą ze sobą ciekawe historie. White jest muzykiem totalnym, którego opowieści można słuchać bez końca. Na koncertach daje z siebie wszystko, hasło "muzyka jest jego życiem" powinno być encyklopedycznie przypisane do tego człowieka. Meg jest jego całkowitym przeciwieństwem - spokojna, cicha, nawet szalejąc za perkusją wygląda subtelnie i grzecznie. Dla mnie niesamowita jest ich ciekawość świata. Oni wiedzą, gdzie grają, są zainteresowani ludźmi, którym w danym momencie opowiadają swoje historie.
Twórcom udało się też pokazać więź łączącą Jacka i Meg. Najpełniej objawia się ona w trzech scenach: ich wspólnego tańca na scenie, Meg szepczącej Jackowi przeprosiny za swoją słabą formę podczas koncertu i momencie, kiedy obydwoje siedzą przy fortepianie. Jack śpiewa i gra, a Meg cicho popłakuje.






























Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...