Badu nie należy do specjalnie nadproduktywnych twórców. Swoje vibe i groove wyrosłe na Billie Holiday i korzeniach hip-hopu dystrybuuje z umiarem – w ciągu 13 lat od debiutu wydała zaledwie pięć płyt. Nad kontynuacją genialnej pierwszej części „New Amerykah” Badu pracowała w legendarnym Electric Lady Studios w latach 2006-2009. Wśród producentów zestaw sław, między innymi: 9th Wonder, James Poyser, Madlib, J Dilla. Erykah mówi o tej płycie: „Przy Part I z góry patrzyłam na to, co dzieje się wokół mnie politycznie, społecznie i ekonomicznie. Przy Part II skupiłam się na sobie, tym, co dzieje się w moim wnętrzu. Użyliśmy mnóstwa analogowych instrumentów – harf, smyczków, perkusji, fortepianu, a nawet thereminu, aby nadać albumowi specyficzne brzmienie. To uczucie podobne do przytulania”. Autorka nakreśla tu dwie główne zmiany w stosunku do poprzedniego wydawnictwa: politykę zastąpiła miłość, a syntetyczne dźwięki – żywe instrumentarium. Pozornie bardziej konserwatywne podejście, ale tak naprawdę poszczególnym pętlom wcale nie ubyło tajemniczości i słodkiej psychodelii. Bezbłędności „Return of the Ankh” uwłacza jedynie koszmarna okładka, choć w kwestiach wizualnych Badu nadrabia to teledyskiem do „Window Seat” wartym pięciusetdolarowego mandatu.
Erykah Badu
„New Amerykah Part Two: Return Of The Ankh”
Universal
8/10




















