Podobnie jak kilka lat temu gitarowa młodzież, która miała
swoje CKOD i Muchy. Wcześniej były próby: Reni Jusis, Ramony
Rey i Plastic, ale dopiero Furii Futrzaków udało się na
setkę. Nie tylko nagrać popowy album, który
z hukiem
otworzył nowe dziesięciolecie, ale także stworzyć rzecz poważnie
frapującą. Mógłbym napisać „światową”, dokleić
jakieś Knife, ale właśnie nie, bo przy całej „światowości”
Futrzaki są przecież tak bardzo „made in Poland”.
Niejednoznaczności jest więcej, bo niby to piosenkowy pop plus
elektroniczne brzmienie, ale domeną FF jest bardziej kompilowanie
mnóstwa motywów i wątków połączone z
bogactwem rytmów i brzmień niż przebojowa piosenkowość. To
pop słodki nie jak cukierek, tylko jak Ibuprom. Pop, a przecież
jazz, ambient i piosenka aktorska.
Z pozoru dziewczęcy, choć ja
nie ogarniam, czy Kinga to błyskotliwy, seksowny kociak w stylu
Roisin Murphy, czy może Hanka Ordonówna.
Aż dziw bierze,
że nikt nie wymyślił tego wcześniej.
Furia Futrzaków
„Furia Futrzaków”
My Music
8/10





















Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...