Moda (bo to chyba moda?) na albumy-remiksy trwa od paru lat. Nie albumy z remiksami, ale właśnie albumy-remiksy, czyli zelektronizowane "lustrzane odbicia" wydanych wcześniej płyt. Pamiętamy "Silent Alarm Remixed" Bloc Party (to jedni z pionierów tego pomysłu) czy rodzime "YTRAPRETFA" wydnane tylko na winylu przez Cool Kids of Death. Teraz na drugą stronę lustra przechodzą autorzy "Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!", a tam z bitem i syntezatorami czekają już Smolik, Plastic czy Fox. Tylko co na to ortodoksyjni fani "dobrego polskiego rocka"?




















