Teksty poskładane chaotycznie ze strzępków zdań, mające ewokować miks Białoszewskiego i blokowe dziedzictwo, rzucane są hipermanierycznie na klaustrofobiczne, oszczędne podkłady. Wymyślono dla tej formy etykietę postrapu, ale to bardziej paranoidalne słuchowisko, gdzie narrator na opóźnioną modłę przedstawia swoje wykrzywione rejestracje wspomnień przy wtórze lodowatych analogowych syntezatorów. Nie zostawia się tu żadnej przestrzeni na przyjemność, zamiast tego generując poczucie niepewności i dyskomfortu. Niwea realizuje odważny i dość innowacyjny projekt, który jednak nie do końca przekonuje z uwagi na okrutną pretensjonalność, manieryzm i parcie na wyższą sztukę. Może okazać się, że ten album będzie czymś w rodzaju Lenny Valentino dla fanów Marii Peszek. Dla udawanych pojebów i pracowników agencji reklamowych.
Niwea
„01”
Qulturap
5/10





















Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...