Wszyscy szeptali o śmiałych scenach erotycznych – przede wszystkim o seksie analnym z użyciem masła, co przylgnęło do filmu na zawsze. Ale seks kłuł w oczy też wcześniej i nie przestał przeszkadzać co niektórym do dziś. Przekroczenia w warstwie obyczajowej zawsze budziły oburzenie lub zakłopotanie, ale przede wszystkim stanowiły wabik, który przyciągał do kin tłumy i zapewniał filmowi aurę skandalu. Przypominamy kilka z nich.
1. „Ich noce” (1934)
Film przeszedł do legendy jako pierwszy zdobywca tak zwanego oscarowego pokera, czyli pięciu Oscarów w najważniejszych kategoriach, ale przełomowy dla Hollywood był też rok, w którym powstał film Franca Capry. To w 1934 roku wszedł w życie Kodeks Hayesa, określający, co wolno (i jak) pokazywać amerykańskim filmowcom. „Ich noce”, jak powiedziałaby Nelly Rokita, stoją w rozkroku między dwoma epokami. Z jednej strony, co wynika już z Kodeksu, Claudette Colbert chodzi ubrana po samą szyję i sypia przez cały film tylko w piżamie (ich noce są gorące tylko w głowach widzów), z drugiej jednak para głównych bohaterów bez małżeńskiego kwitka sypia w jednym pomieszczeniu, a Clark Gable śmiało eksponuje swoją klatę. Gdy zdejmował w filmie koszulę i okazało się, że nie miał pod nią podkoszulka, na lata spadła ich sprzedaż. Do łask przywrócił je w „Tramwaju zwanym pożądaniem” dopiero Marlon Brando jako Stanley Kowalski, który przez cały film paradował tylko w podkoszulku.
2. „Gilda” (1946)
W czasie powstawania „Gildy” Kodeks Hayesa obowiązywał już pełną parą, a filmowcy gimnastykowali się, by go nie przekroczyć. Aluzje seksualne przybierały więc formy bardzo subtelne, niczym antypartyjne żarty za czasów PRL-u. Jeżeli nie wolno było pokazać nagiego ciała ani zbliżenia między postaciami, podniecenie budziło samo zdjęcie rękawiczki, które w „Gildzie” pokazane zostało przez Ritę Hayworth nader sugestywnie. Pijaniutka gwiazda robiła to z podobną rozkoszą, jakby dotykała bynajmniej nie własnej ręki, a innego członka. Czy była to projekcja wygłodniałej widowni, czy faktyczna chrapka Hayworth, trudno dziś rozsądzić.
3. „Piękność dnia” (1967)
Kodeks Hayesa przestał obowiązywać w 1967 roku – znać, że zbliżała się już rewolucja seksualna. To w Stanach – w Europie Kodeks nie obowiązywał nigdy, można więc tu było już wcześniej oglądać filmy bardziej śmiałe niż „Piękność dnia”. Wiele zamieszania narobiła chociażby Brigitte Bardot w „I Bóg stworzył kobietę” (1956) Rogera Vadima. Jednak podczas gdy u Vadima BB była idealnym uosobieniem męskich fantazji, Buñuelowi chodziło o ekspozycje fantazmatów kobiecych. Catherine Deneuve w roli przykładnej mieszczki przebierającej się pod nieobecność męża za prostytutkę robiła ogromne wrażenie, bo zmieniła się perspektywa. Kobieta nie była już tylko niewolnicą męskiego spojrzenia, ale stała się właścicielką własnego pożądania, marzeń i perwersji, które wcześniej damie nie przystawały.
4. „Zabriskie Point” (1970) Opromieniony sukcesami włoskiej „Przygody” i angielskiego „Powiększenia” Michelangelo Antonioni wyruszył za Ocean. Zafascynowany amerykańską kontrkulturą, postanowił opowiedzieć o rewolucji lata miłości, tworząc jeden z najbardziej ikonicznych, obok „Swobodnego jeźdźca” Hoopera i „5 łatwych utworów” Rafelsona, przykładów kina kontestacji. Film został zupełnie zignorowany przez amerykańską publiczność i zniszczony przez tamtejszą krytykę, zapisał się jednak najsłynniejszą w historii kina sceną orgii. Ujęcie spółkującej pary przeradza się nagle w pejzaż tłumu przepięknych ciał wijących się na pustyni w zmysłowych, wyzwalających spazmach. Niedługo po tej miłosnej uczcie wyzwalać zaczynają się przedmioty – film kończy seria wybuchów, symbolizujących erupcje starego ładu, a może ładu w ogóle?




















