Sam chiński bar nie ma nazwy, przechodziłem obok niego wiele razy i nigdy nie zauważyłem, że tu takie specjały serwują. Obok Pana Chińczyka jest tam jeszcze Pani Chinka, jego żona. W odróżnieniu od męża jest bardzo miła i udaje nam się bez przeszkód porozumieć moim portugalskim z polskim akcentem i jej portugalskim z chińskim akcentem. Poza tym grzyb na ścianie (więc pierogi są praktycznie wigilijne), pety na podłodze i puszki z chińskimi napojami, które kuszą, ale jeszcze nie spróbowałem, bo się trochę boję. Może to nie cola w środku, tylko gazowany sos sojowy?
Dlatego wolę się nie rozglądać, tylko patrzeć na ulicę i wymieniać uśmiechy z przechodniami. Albo częstować ryżem chłopaków w szkolnych mundurkach, którzy wpatrywali się w moje tatuaże, aż w końcu zdecydowali się wejść i obejrzeć je z bliska. Dasz takiemu ryżu, a już nazywa cię swoim amigo i prosi o pieniądze. Tak, jestem twoim przyjacielem? To jak mam na imię? Przedstawiłeś mnie swoim znajomym? Zaprosiłeś do domu? To przestań z tą przyjaźnią i zapomnij o kasie!
To, że na targu ze świeżymi warzywami czy w porcie, gdzie kupuję ryby prosto z oceanu, płacę więcej, bo mam białą skórę, to wiadomo. Ale skąd niektórzy się dowiedzieli, że jeśli chodzi o obuwie, to tylko do mnie należy uderzać? Ostatnio ciągle jestem zaczepiany pytaniami o buty. Może widać przez okno ten regał na książki z równo poustawianymi parami obuwia? A może jakimś cudem domyślili się tych wszystkich pudełek schowanych w szafie? Nie mam pojęcia.
Ale buty to nie tylko mój problem. W nowej pracy, chyba drugiego dnia od mojego debiutu, odbyły się próbne alarmy. Kiedy jest taki: „ŁIŁ ŁIŁ ŁIŁ ŁIŁ!!!”, należy schować się pod biurko, a kiedy taki: „ŁE ŁO ŁE ŁO ŁE ŁO!!!” – czym prędzej wybiec z budynku. I przy tym drugim, kiedy umieraliśmy ze śmiechu, bo takie alarmy są bardzo zabawne (gdy są próbne), moja nowa koleżanka Claudia (niesamowita laska z wydziaranymi plecami) zapytała: „Mogę iść w szpilkach czy muszę na płaskim?” Oczywiście, że w szpilkach! Przecież ten fałszywy pożar mogą gasić przystojni panowie strażacy! Może nawet prawdziwi?
W ogóle w pracy jest fajnie. Jest Claudia i Luisete, dzięki którym wiem kto, co, gdzie i kiedy. Kiedyś o tym wszystkim napiszę. Są też moje chłopaki, Do i Zeto, których jestem przełożonym i którzy, wydaje mi się, całkiem mnie lubią, bo staram się być przeciwieństwem wszystkich swoich dotychczasowych szefów, którzy wywoływali u mnie ból żołądka. Czasem sobie siadamy gdzieś na tarasie i rozmawiamy o życiu, miłościach, dzieciach i psach, przyszłości, samochodach, albo o Polsce. I wszystko, co ma być zrobione, jest zrobione. Albo i więcej. Do i Zeto mówią do mnie MaCIEK – akcentując ostatnią sylabę. I muszę im tłumaczyć, że to przecież MAciek – druga sylaba od końca. Język polski, lekcja pierwsza. Na zewnątrz mojego biura są dwa psy: Surizo i Szupiska. Surizo znaczy „uśmieszek”, bo pies ma wystające dolne zęby i wygląda, jakby się ciągle uśmiechał. Z Szupiską, która rozbraja mnie swoim lokalnym, acz polsko brzmiącym imieniem, mają ośmioro szczeniąt, które mieszkają w małej budce. Przyniosłem im mój stary sweter, codziennie dokarmiam i się z nimi bawię, tak więc, jak widać, jestem bardzo zajęty. Tymczasem moja Szczebrzeszynianka, która zamieniła się z psiej dziewczynki w dojrzałą psią kobietę, uwodzi wszystkie psy w okolicy. Ale szczeniąt mi już wystarczy.
Na koniec, robiąc kółko i wracając do tematu polskiego jedzenia, przyznam szczerze, że tęsknię za pietruszką i selerem. Dziwię się, dlaczego nie można tu tego dostać. Jest marchew, jest por, a gdzie reszta włoszczyzny? Przez to nie mogę ugotować prawdziwego rosołu. Może poproszę Piotrka, który ma mnie wkrótce odwiedzić, żeby przywiózł mi kilka sztuk? I żurki i białą kiełbasę na święta. Po raz pierwszy będę musiał sam ugotować barszcz. Bo do tej pory zawsze gotowała mama...
Maciej „Ebo” Szumny – bloger i poeta, wielbiciel starych citroenów. Wcześniej związany z markami Nike oraz Reebok, doprowadził do rozkwit u kultury sneakers w Polsce. aktualnie mieszka na wy spach zielonego przy lądka.
























Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...