Stevena Meisela chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Na wszelki wypadek: to ten gość, który w latach 80. i 90. zrobił swojej przyjaciółce Madonnie duuużo skandalizujących zdjęć. Część z nich złożyła się na książkę pod wszystko mówiącym tytułem „Sex”. Inne wylądowały na okładkach jej albumów i singli. Jednak w świecie mody Meisel znaczy o wiele więcej. Regularnie tworzy sesje zdjęciowe dla amerykańskiego i włoskiego „Vogue’a” oraz kampanie dla Versace, Valentino, Dolce & Gabbana oraz Calvina Kleina. Wisienką na torcie jest fakt, że od 2004 roku stoi za wszystkimi kampaniami Prady.
I właśnie ten człowiek – ikona w świecie fotografii mody – porwał się na gest, który tym światem wstrząsnął. Kiedy do sieci przeciekła okładka grudniowego wydania włoskiego „Vogue’a”, oczom internautów ukazał się kolaż z pięciu kiepskiej jakości zdjęć, okraszonych (naturalnie) logiem czasopisma oraz – tu zaskoczenie – hasłem „meiselpic: resort 2010” zapisanym czcionką znaną z serwisu Twitpic, będącego uzupełnieniem portalu społecznościowego Twitter. Oprócz tego żadnych innych zajawek.
Kolejny szok przyszedł, gdy pojawił się pełen edytorial. Okazało się, że Meisel zaprosił do współpracy 20 modelek i zostawił im zadanie do wykonania: „Chyba łapie mnie świńska grypa. Nie przychodzę dziś do pracy. Przesyłam trochę ubrań. Załóżcie, co wam się podoba i prześlijcie mi swoje zdjęcia przez Meiselpic. Buziaki, Steven”. Dziewczyny użyły swojej kreatywności. Same się wystylizowały, umalowały, sfotografowały. Sesja przypomina zdjęcia, jakie zamieszczane są w serwisie Twitpic: w niskiej rozdzielczości, z ręki, odbicia w lustrze, prywatne sytuacje. Całość podważa podstawowe założenie magazynów modowych: prezentowanie pięknych ubrań na zachwycających zdjęciach. Meisel stara się dowieść, że fotka z Twittera może osiągnąć równie dużo. Nie tylko pokazuje ciuchy, ale także daje poczucie obcowania z czymś autentycznym. W świecie, w którym modelki są gwiazdami, jest to wartość nie do przecenienia.
Pikanterii wydarzeniu dodaje fakt, że wieść o twitpicowej sesji roznosi się przez Twittera, blogi i portale społecznościowe. Internauci wyrażają swoją ekscytację poprzez media, które inspirowały zdjęcia. Szczęśliwie dla wydawców tytułu, większość z nich wyraża chęć zakupienia magazynu... Trudno wyrokować, czy Meiselpic to precedens czy początek nowego trendu. Będziemy śledzić uważnie i donosić na bieżąco!



































Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...