No bo jak tu wierzyć Arturowi Rojkowi, gdy pisze dla Onetu: "Tak pięknie nie gra dzisiaj nikt. Trzecia płyta w dorobku Beach House
jest albumem złożonym, wybitnie przemyślanym, w stu procentach
trafionym, oryginalnym i przebojowym. To jest po prostu tak dobre, że
można wątpić, by mogło się jeszcze ukazać coś równie interesującego,
chociaż mamy dopiero początek roku". Tia. Wszak każde dziecko domyśli się, że zaklepał zespół na Off
(oby - przyp. red.) i próbuje coś ugrać. I pewnie niby przypadkiem
okaże się, że koncert będzie w kościele, bo właśnie w kościele płytę
nagrano. Na szczęście nie tak trudno Was rozgryźć, Rojek!
Jak tu
wierzyć zastępom blogerów, forumersów i innych z pewnością
podstawionych i sowicie opłaconych skrobiących notki w sieci osób, co
tracą rozum i nie potrafią obejść się bez używania w kółko słów:
piękno, ideał, bajka. Przecież na kilometr czuć zmowę - żeby tylko
przykryć nową płytę Owena Palletta z konkurencyjnej wytwórni.
A już na pewno nie wierzcie mi, bo wiadomo przecież, że skoro w moim ulubionym numerze ubiegłego roku (Two Weeks Grizzly Bear) gościnnie wystąpiła wokalistka Beach House (Victoria Legrand - wiadomo, z tych
Legrandów), to będę teraz udowadniał, jak to jest na fali i jak to ja
lubię takie przeplatanie się artystów na płytach wybitnych.
Nie wierzcie nikomu.
WIĘCEJ NA :





















Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...