Po długim okresie - nazwijmy go umownie "renesansowym" - w malarstwie
Waliszewskiej nastąpił radykalny zwrot. Subtelne, wysmakowane, malowane
godzinami w "narcystycznym szale" oleje, które zjednały jest
zainteresowanie w konserwatywnym kręgu odbiorców sztuki należą do
przeszłości. W ciągu ostatnich trzech lat Ola świeża niczym młodziutka
Bambi-Zombie z ogromną lekkością i gorliwością neofitki rzuciła się w
wir obrazów i wyprodukowała niewiarygodną ilość fantasmagorii.
Francuską rymowankę przywołałem przewrotnie bo i wszystko w tym
malarstwie jest przewrotne. Kontrapunktem jest w nim klasyczna postać
"Dziewczynki" nie będącej sensu stricte ani ofiarą ani bestią choć
oscylująca na granicy takich pojęć. Z miejsca mamy więc kruchość i
perwersję. Istoty atroficzne i chorobliwe, niewinne, czasem brzydkie,
często złe, złośliwe zawsze jednak wrażliwe i wyeksponowane.
Wyidealizowana figura podlotka, pensjonarki, sierotki znana nam jest z
literatury i sztuki (Kozeta, Alicja, Lolita i ich permutacje) lecz
zwróćmy uwagę na przeniesienie - tym razem autorką jest Dziewczynka.
Nie chcę jednak pisać o samej Oli, o tym co pomagają mi zrozumieć
aksamitne zasłony i półmrok panujący w jej rodzinnym domu, stado koni
arabskich, które hoduje jej ojciec. Interesuje mnie niesamowity portal
jaki dziś tworzy - alembik, filtr przez który wraca do mnie
średniowiecze. Koszmar osłodzony delikatnością i skontrowany ironią. To
tysiąc lat krzyku i zasiusianych prześcieradeł. Archetypy. Demonologie.
Bestiaria. Alegorie bardziej intuicyjne niż kryptograficzne.
Oniryczność, której detonatorem jest nie doświadczenie psychodeliczne
ale kultura wraz ze wszystkimi perwersjami wrażliwości. Z mgły i
sproszkowanej kości te obrazy. Zabawne choć nie ma w nich nic
śmiesznego. Rumak, Larwa, Luger. Mokradła, Łąki, Śnieg. Mroczne pokoje,
ciemne korytarze. Deformacje i biedactwa - lecz zawsze turpizm to nie
groteska. Pełno tu upiorów, ghuli, rozrywanego ciała, wnętrzności, krwi i
fluidów a wszystko brzemienne w ciszę. Jak łezka. Jakież to wszystko
przejmujące. Północne więc i polskie, europejskie. Uniwersalne lecz
nie-tropikalne. Zmory i Dziewczątka. Zapach deszczu. Satanizm.
Półtora tysiąca gwaszy i akwareli. Miazga i Świat Zarazem.
Przedstawienia figuratywne nie gubiące się nic a nic w uwodzicielskiej
pokusie rozmycia jaką daje farba wodna. Sceny alegoryczne w swym
charakterze często budzące skojarzenia ze sztychem wręcz bo tak zwięzłe.
Konsekwencja w eksploracji fantazmatów. Ostrość wizji i niepokój
sentymentalny. Prostota a jednocześnie gęstość, wieloznaczność - "bits
& pieces" - świat zwielokrotniony w popękanym zwierciadle w którego
odłamkach pojawiają sie zjawy - rzeczy, których nie ma ale są -
dziedzictwo wyobraźni. Referencje można mnożyć - Darger oczywiście,
dalej Dürer i Doré, przez chwilę wręcz Szukalski czy Kozak ale też
Argento, Fulci i Bava. Okładki, ilustracje, pocztówki, zdjęcia,
średniowieczny terror Muzeum Narodowego. Leksykony medyczne i esesmani w
telewizji - mnogość tu materiału dla różnych głów. Ktoś kiedyś będzie
to wszystko analizował, porządkował, dokona próby scalenia. Fotografie,
ryciny, falshbacki z kina, sieci, życia - kultura tak dostępna w pulsie
współczesności. Banalizm i brutalizm. Inkwizycja i Shibari, literatura
niesamowita i komiks undergroundowy - cieszy mnie ta rozpiętość. To, że
Ola nie jest przywiązana do sztuki współczesnej ale do szeroko pojętej
Kultury wyjątkowo sobie cenię i to sprawia, że ten świat jest tak
fascynujący i syntoniczny. A, że przy okazji kocha małe brzydkie pieski i
demony - tym ciekawiej. Kultura uwielbia koszmar i dziwaczność -
obłaskawia je, ujawnia, żywi się nimi.
Nowa Ola jest uniwersalana a jednocześnie socjo-technologicznie
współczesna: bedąc malarką jest też bytem internetowym - funkcjonuje tam
gdzie dziwność jest naturalnym punktem uwagi. Kultura przechodzi w tej
chwili fascynującą fazę dostępności więc i ewaluacji potencjałów.
Redefinujuje się naturalnie i nieustannie. To co robi Ola jest bardzo
żywe właśnie w tej chwili. To eksperyment w mocnej fazie. Mała
uśmiechnięta dziewczynka jest sama w laboratorium. Przygląda się,
przywołuje i formułuje świat. Wdzięczy jej jestem za te wszystkie
katarktyczne koszmary, którymi tak hojnie nas obdarza. Zamiast
analizować dalej Waliszewską proponuję przyjrzeć się otchłaniom kultury,
które wyją z jej obrazków.
PINK NOT DEAD!




















