Media kochają dziwolągi – a to gawiedź przed telewizorem się pośmieje i oglądalność przy okazji wzrośnie. W końcu prawie każdy z nas lubił kiedyś chodzić do cyrku.
Nie tak dawno w talk-show Michała Figurskiego pojawił się osobnik, który desperacko od co najmniej dekady pragnie zrobić karierę w przemyśle rozrywkowym. Nazywa się Roland, nie potrafi śpiewać, nie potrafi tańczyć, nie potrafi nic! A jest zapraszany do programów i robi z siebie idiotę – myśląc, że jest fajny. Roland, to błędne koło, proszę cię zostań przy kolportażu darmowej prasy! Daj już sobie spokój.
O Joli Rutowicz nie będę wspominał, bo ona swoją głupotą zrobiła całkiem niezłą medialną karierę. Świat polityki też miał swojego Krzysztofa Kononowicza, który dzięki internetowi stał się jednym z najpopularniejszych polityków, nikomu nieznanej partii Podlasie XXI wieku. Zapraszali go do talk-show, Michał Wiśniewski robił sobie z nim zdjęcia. Małpka była szczęśliwa z zainteresowania, a inni z niej szydzili. Wystawianie takich ludzi na widok publiczny robi im krzywdę.
W internecie aż roi się od ciekawych przypadków. Warto wspomnieć o dwóch najgorszych internetowych polskich raperach – zabawnym, przerysowanym, hardcorowym, ulicznym Waszce G i psycho freestylerze, Lechu Rochu Pawlaku, który nawinął między innymi: „Widzę tylko benzynę na drzewie”. Respekt. Ich filmiki mają wielotysięczne wejścia, a komentarze są pełne złośliwości i obelg. Jednak cel osiągnęli, masy zainteresowały się ich osobami!
Powstaje pytanie, do czego prowadzi cała ta kultura podglądactwa, popularności za wszelką cenę. Czy ludzie nie czują już żenady, nie mają już żadnych zahamowań? Najgorsze, że znajdą się odbiorcy i dzięki temu proceder trwa. Wiem, że to wszystko, co napisałem, brzmi naiwnie. Mnie, drodzy czytelnicy, kierunek, w którym podąża dzisiejszy świat i społeczeństwo, bardzo się nie podoba. Ja już dziękuję. Wysiadam. Jadę do lasu.
Nie tak dawno w talk-show Michała Figurskiego pojawił się osobnik, który desperacko od co najmniej dekady pragnie zrobić karierę w przemyśle rozrywkowym. Nazywa się Roland, nie potrafi śpiewać, nie potrafi tańczyć, nie potrafi nic! A jest zapraszany do programów i robi z siebie idiotę – myśląc, że jest fajny. Roland, to błędne koło, proszę cię zostań przy kolportażu darmowej prasy! Daj już sobie spokój.
O Joli Rutowicz nie będę wspominał, bo ona swoją głupotą zrobiła całkiem niezłą medialną karierę. Świat polityki też miał swojego Krzysztofa Kononowicza, który dzięki internetowi stał się jednym z najpopularniejszych polityków, nikomu nieznanej partii Podlasie XXI wieku. Zapraszali go do talk-show, Michał Wiśniewski robił sobie z nim zdjęcia. Małpka była szczęśliwa z zainteresowania, a inni z niej szydzili. Wystawianie takich ludzi na widok publiczny robi im krzywdę.
W internecie aż roi się od ciekawych przypadków. Warto wspomnieć o dwóch najgorszych internetowych polskich raperach – zabawnym, przerysowanym, hardcorowym, ulicznym Waszce G i psycho freestylerze, Lechu Rochu Pawlaku, który nawinął między innymi: „Widzę tylko benzynę na drzewie”. Respekt. Ich filmiki mają wielotysięczne wejścia, a komentarze są pełne złośliwości i obelg. Jednak cel osiągnęli, masy zainteresowały się ich osobami!
Powstaje pytanie, do czego prowadzi cała ta kultura podglądactwa, popularności za wszelką cenę. Czy ludzie nie czują już żenady, nie mają już żadnych zahamowań? Najgorsze, że znajdą się odbiorcy i dzięki temu proceder trwa. Wiem, że to wszystko, co napisałem, brzmi naiwnie. Mnie, drodzy czytelnicy, kierunek, w którym podąża dzisiejszy świat i społeczeństwo, bardzo się nie podoba. Ja już dziękuję. Wysiadam. Jadę do lasu.





















Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...