Pewnego dnia A szła sobie przez park w złotym kapelusiku. Nagle wciągnął ją w krzaczki jakiś chłopak i zaczął całować!
Jak ja jej wtedy zazdrościłem! Nie potrafiłem sobie tylko jeszcze uświadomić, czy tego kapelusza, czy tej przygody w krzaczkach. Ale czas mijał, doszedłem do wniosku, że nie dla mnie takie ozdoby na głowie. Przechodziliśmy przez wszelkie fazy dorastania (ale przynajmniej nigdy nie byliśmy metalami) i dorosłem do tego żeby wiedzieć, że A należy podziwiać przede wszystkim za to, że jest mądra, inteligentna, błyskotliwa i zabawna. W liceum chodziłem na wagary do jej szkoły, żeby pobyć z nią na lekcjach. I bardzo dużo rozmawialiśmy, tak jak trzeba: słuchając, nie tylko mówiąc. Potem na dobre rozkręciły się lata 90., kiedy wydawało nam się, że mamy już wszystko, żeby szybko zakończyć się początkiem nowego wieku, który nas bardzo mocno rozczarował. Podziwiam A za to, że już wtedy podjęła decyzję, żeby wycofać się z tak zwanego towarzystwa. Do tej pory, niestety, tworzy je zbiór dziwadeł i czeskich manekinów, dla których główne zajęcia to: „Chodźmy na wernisaż sztucznej sztuki i udawajmy, że wiemy, o co chodzi! Zróbmy cokolwiek i udawajmy, że o coś chodzi! W co się ubrać do Rastra? Może nakleić sobie plastra?”. Zamiast tego A zakochała się, wyszła za mąż, ma dwoje dzieci i jest szczęśliwa. Ot i cała historia.
A kiedy ja też uświadomiłem sobie, co jest prawdziwym szczęściem, rzuciłem wszystko w cholerę i wywróciłem swoje życie do góry nogami. Teraz czerpię z tego garściami. Zamiast iluzorycznej kariery w wielkiej firmie i robienia gwiazd ze wszystkich poza sobą, myślę, co ugotuję na kolację dla mojego chłopaka. A potem smażę kurczaka. Zamiast udawać, że się świetnie bawię na sylwestrowej imprezie, chociaż bluzka z brylantami drapie, witam nowy rok, śpiąc w objęciach na kanapie. Poza tym myję okna, ale on oczywiście tego nie zauważa (bo szyby są tak czyste, że wcale ich nie widać). I dostaję od niego miłe liściki zostawione rano na stole. Kiedy znajomi pytają mnie na fejsbuku „No jak ci tam?", piszę, że normalnie. Bo jest właśnie tak zwyczajnie, prosto. I to, jak bardzo przyjemne może być zwyczajne, uświadomiła mi A, moja HIRO. A poza tym kiedyś, kiedy szła przez park w złotym kapelusiku…




























Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...