Oglądając dziś telewizję, nie mogę wyjść z podziwu, jaką mizerią i żałosną treścią są karmieni widzowie. Te wszystkie telenowele, programy rozrywkowe typu „Kocham Polskę” wywołują u mnie torsje. Cofam się więc w myślach do lat 90., czasów swojego dzieciństwa, i przypominam sobie, co oferowała wówczas telewizja publiczna czy też raczkujące stacje prywatne. Na publicznej Jedynce po szkole można było obejrzeć alternatywno-anarchistyczny program „Alternativi”, w którym prezentowano zespoły takie jak Dezerter, Apatia czy Mikrofony Kaniony. Pokazywano, jak można za pomocą coca-coli czyścić ubikację czy też jak odrzucić chodzenie na rzecz czołgania się (naprawdę dziwne). To była dobra edukacja.
Po godzinie 17, jeśli się nie mylę, nadawano „Latający Cyrk Monty Pythona”. Wieczorami emitowano ambitne kino w cyklu „100 filmów na stulecie kina”. Czy ktoś teraz wyobraża sobie oglądanie „Czasu apokalipsy” po „Wiadomościach”? Chyba że puści sobie na DVD. Jednak najzabawniejsze w tym wszystkim było to, że tak wywrotowa i progresywna telewizja funkcjonowała za czasów prawicowego zarządu TVP – tak zwanych pampersów Walendziaka. Ostatnio w TVP rządziły na przemian lewica i prawica, a z misyjnością było tak samo. Źle.
Wśród prywatnych stacji telewizyjnych największe emocje wzbudzał Top Canal. Działał niby krótko, bo wystartował w roku 1992 i zniknął dwa lata później, ale i tak spustoszenie, jakiego dokonał w umysłach moim i moich kolegów, jest wielkie i nieodwracalne. Nawet dzienna ramówka była bogata w horrory („Martwe zło”, „The Supernaturals”) i filmy kung-fu. Można było oglądać horrory w dzień! A filmy emitowano nielegalnie z taśm VHS. Top Canale wróć! Ale nie, to se ne vrati. Teraz tandeta i pieniądz w cenie. W sumie zawsze były...




























Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...