MAGAZYN / FILM
DOBRY, ZŁY I BRZYDKI
DOBRY, ZŁY I BRZYDKI
JARED LETO
Tekst: Anna Bielak    
2011.01.07
Darren Aronofsky omal go nie uśmiercił. Po roli w kultowym "Requiem dla Snu" Jared Leto nie wcielił się już w postać bardziej charyzmatyczną od Harry'ego. Zajął się muzyką. Po 10 latach nadrobił zaległości, a my zaczęliśmy nazywać go misterem Nobody. Uwierzycie, kiedy powiemy, że to komplement?

"Zrobimy tak: jutro rano pojedziemy do Massachusetts i do Vermont,  i w ogóle w tamte okolice. Tam jest cholernie pięknie. Taki ze mnie głupi  wariat. Poważnie mówię. Mam w banku coś około 180 dolarów. Będziemy  mieszkali w obozach campingowych, póki nam się forsa nie skończy. A jak  się forsa skończy, znajdę jakąś pracę i będziemy sobie razem żyli; potem się  pobierzemy, czy jak tam zechcesz. Co ty na to No, mów! Co ty na to Zgodzisz  się jechać ze mną ". Jared to marzyciel. Buszujący w zbożu chłopiec.  Jak Holden Caulfield niespokojny duchem, krytyczny, podejmujący wyzwania,  których realizacja może okazać się ułudą. Dorastał w drodze. Z kraju  do kraju przeprowadzał się ze swoją siostrą i matką, nie potrafił nigdzie  zagrzać miejsca. Wychował się w artystycznym środowisku, dlatego marzył  o zostaniu malarzem. Studiował przez chwilę na University of Arts w Filadelfii,  ale odkrył, że woli być aktorem. Odgrywa więc w życiu kilka ról. To  go ekscytuje, to wyzwanie na miarę tego, który ucieka przed schematami.  Jared Leto umyka tym, którzy kiedykolwiek próbowali go zaszufladkować  w roli (wy)twórcy stającego w szeregu z tymi, którzy modelowo zaspokajają  potrzeby rynku. Na ekranie próbuje stać się tym, kim rzekomo nie jest w rzeczywistości. 

Wielu z kreowanych przez niego bohaterów (niedojrzałych, niepewnych  swojej tożsamości) utknęło jednak w luce między teraźniejszością a rozmytą  wizją lepszej przyszłości. Leto grywał nastoletnich chłopców, nigdy jednak  nie pragnął stać się z tej okazji idolem nastolatek (twierdził żartobliwie,  że wolałby się zabić, niż nim być), dlatego swój udział w młodzieżowym serialu  "My So-Called Life" (1994-1995) z Claire Danes w roli głównej uznał  za błąd. Rok później pojawił się jednak w filmie "Ostatnie takie lato" gdzie  z Christiną Ricci u boku czekał na niezależność, mającą pojawić się wraz  z przekroczeniem progu college'u. Po filmie Davida Keatinga, rozgrywającym  się w Irlandii w 1977 roku, ugruntował się na dłuższy czas wizerunek  Jareda Leto niewinnego chłopca, który w dobie rewolucji seksualnej nieśmiało  przeżywa pierwsze erotyczne chwile z licealnymi koleżankami. Na ich oczach narodził się jednak wtedy młody, ponętny i zbuntowany mężczyzna, magnetyzujący spojrzeniem. Później jako Tobias został więc kochankiem  Susanny (Winony Ryder) w "Przerwanej lekcji muzyki" (1999) Jamesa  Mangolda. Gnany marzeniem o niezdrowo pojętej wolności, stał się też narkotykowym  bossem w "Requiem dla snu" (2000) Darrena Aronofsky'ego.  Wolał śnić sen, który staje się koszmarem; zostać aniołem o demonicznej  twarzy ("Podziemny krąg"), złodziejem ("Azyl"), gangsterem z lat 40. ("Samotne  serca") lub psychopatycznym mordercą ("Rozdział 27").  "mr. nobody", anglojęzyczny debiut jaco van dormaela, będzie  można oglądać w polskich kinach od 25 grudnia.

Jared Leto pod znakiem zapytania stawia swoją pozorną delikatność,  kiedy na ekranie staje się złym chłopcem. Eksperymentuje też z ciałem  chudnie kilkanaście kilogramów, żeby zagrać Harry'ego u Aronofsky'ego,  po czym kilka lat później przybiera na wadze trzy razy tyle, żeby poczuć  się jak Mark Chapman, który przybywa do Nowego Jorku z planem  zamordowania Johna Lennona w filmie Jarretta Schaeffera "Rozdział 27".  Leto nie uniósł jednak na swoich (bynajmniej nie wątłych) barkach ciężaru  filmu portretującego kilka dni spędzonych przez Chapmana w hotelowych  pokojach i na nowojorskich ulicach. Brakowało mu emocjonalnej  identyfikacji z psychicznie chorym mężczyzną, by krążyć po mieście jego  śladami i postrzegać rzeczywistość z jego punku widzenia. W dramacie  gangsterskim Todda Robinsona "Samotne serca" Leto także wcielił się w autentyczną  postać - gangstera Raymonda Fernandesa, który wraz z pielęgniarką  Marthą Beck przemierzał Amerykę późnych lat 40. i z jej pomocą mordował  samotne, bogate kobiety, odpowiadające na miłosne anonse w gazetach.  Jared dużo lepiej sprawdził się jako noszący tupecik partner niezrównoważonej  psychicznie Marthy niż Chapman, ale nie zmienia to faktu, że im obojgu  daleko było do magnetyzmu Bonnie i Clyde'a rabujących banki w filmie  Arthura Penna.  Jared znacznie bardziej identyfikuje się z rolami ofiar, reżyserzy to lubią.  W "American Psycho" Mary Harron jako Paul Allen ginie w 28. minucie  filmu uderzony od tyłu siekierą, w "Podziemnym kręgu" Davida Finchera  zostaje pobity do nieprzytomności, w "Azylu" tego samego twórcy zostaje  poparzony ogniem, a w "Samotnych sercach" skazany na krzesło elektryczne.  Po roli w kultowym dla końca lat 90. filmie "Requiem dla snu" 

Jared Leto wypłynął też na szerokie wody. Głodząc się na planie i penetrując  z reżyserem środowisko miejskich narkomanów, stworzył postać, która  według niektórych przylgnęła do jego aktorskiego emploi na długo. W zbierającym  mało pochlebne recenzje (niestety nie ma w tym nic dziwnego)  "Panu życia i śmierci" (2005) Andrew Nicolla wcielił się więc w rolę Vitaly'ego  Orlova, nieco zagubionego brata Jurija Orlova (Nicolasa Cage'a). Vitaly  to pseudo-Żyd, niespokojny duch, który z butelką wódki i papierosem  w dłoni postanawia wejść w spółkę z bratem i zacząć nielegalnie handlować  bronią, by stać się królem świata (jakim nigdy nie został Harry, diler narkotyków  z "Requiem..."). Niespokojny, niecierpliwy, uciekając przed samym  sobą, Vitaly wpada w czułe ramiona kokainy. Jednak tylko jako rozmarzony  heroinista w "Requiem..." Jared uciekł od rzeczywistości w przestrzeń narkotycznych  wizji w sposób, który w istocie warto pamiętać. American Dream  zamienił się wówczas w American Horror Show. Obumierający powoli  sen sprawił, że świadomość Harry'ego rozpadła się na drobne elementy.  Rozpad osobowości postaci jest jednak motywem, który Leto odgrywa niemal  po mistrzowsku.  W anglojęzycznym debiucie Jaca van Dormaela "Mr. Nobody" (2009) Leto  stał się ofiarą fantazji dziewięcioletniego chłopca i dzięki temu pokazał, że stać go na więcej niż grywanie jednowymiarowych postaci. Belgijski reżyser  w rolach głównych swojego filmu obsadził hollywoodzkich aktorów, wykorzystał  jednak schemat konstrukcyjny, który polscy widzowie kojarzą doskonale  z "Przypadku" Krzysztofa Kieślowskiego. Na dworcu zamiast dorosłego  mężczyzny pojawia się tylko chłopiec, którego rodzice się rozwiedli. Matka chce wyjechać do Ameryki, ojciec - zostać w Anglii. Wszyscy troje czekają  na pociąg, dziewięcioletni Nemo nie jest jednak zdecydowany, czy powinien  do niego wsiąść. Chociaż decyzja zostaje pozornie zawieszona, trzy  odmienne wersje życia, które mógłby prowadzić w zależności od podjętej  decyzji, rozgrywają się na płaszczyźnie wyobrażeniowej. Chłopiec fantazjuje  o sobie jako nastolatku, a potem dorosłym mężczyźnie.

Jared Leto pojawia  się we wszystkich trzech (w zasadzie czterech) rolach - ustatkowanego,  ubranego w garnitur zapięty na ostatni guzik ojca i męża zmagającego  się z depresją swojej żony; zakochanego wolnego ducha, który zamienia się  w żebraka, czekając na ukochaną, która nigdy nie wraca, oraz bogatego  mieszkańca przedmieść, niekochającego swojej czułej żony, przyjaciółki  z dzieciństwa. Wszystkie życiorysy łączą się ze sobą, przenikają, uzupełniają  i rozmywają nie tylko w dziecięcej głowie Nemo, ale i we wspomnieniach  stworzonego przez chłopca nadzorcy superego, ostatniego śmiertelnego  człowieka na ziemi, który z poziomu autorytetu miałby podjąć decyzję  za chłopca. Posiada on jednak jego wyobraźnię, ma w pamięci tylko dziecięce emocje i nie potrafi oddzielić poszczególnych wersji życiorysów tak, jak  robi to Jared Leto, odgrywający cztery postaci jednocześnie.  Jakkolwiek wykoncypowane wydadzą się jego role, aktor udowadnia,  że wbrew wielu przewidywaniom potrafi operować całą gamą emocji przypisanych  bohaterom o zróżnicowanych rysach charakterologicznych. Leto zaskakuje, można nawet spróbować podziwiać go za podjęcie się karkołomnego  zadania, jakim okazało się obdarzenie osobowością czterech odmiennych  od siebie ekranowych postaci równocześnie. Ich życiorysami rządzi  przypadek, kreacją na ekranie - aktorskie doświadczenie Leto. Jaco van  Dormael dał mu szansę, by znów ujawniły się w nim bunt, czułość, niepewność,  romantyzm i chłopięca naiwność. Na powrót uczynił go marzycielem,  wrzucił w sam środek wyrafinowanej wizji o lepszej, innej przyszłości. Leto,  jak na doświadczonego idealistę z dużym poczuciem humoru przystało, obdarzył  wszystkie swoje alter ego cechami, które może wiele realizmu nie  przydały im jako takim, ale jemu pozwoliły kolejny raz udać, że na ekranie  odgrywa kogoś, kim w rzeczywistości nigdy nie mógłby być.

GALERIA
Autor: qoqzvjwgqlx
02-01-2012 16:33:44
BwTHtv , [url=http://omfeautxwjrz.com/]omfeautxwjrz[/url], [link=http://krkwzdksjjym.com/]krkwzdksjjym[/link], http://qhxavxwejdfa.com/
Autor: wukzwalsn
02-01-2012 11:18:00
mZ2nDe <a href="http://ahvuxkobgisa.com/">ahvuxkobgisa</a>
Autor: zxizagsisyk
01-01-2012 15:46:57
24okuO , [url=http://pauykuzncqxq.com/]pauykuzncqxq[/url], [link=http://lmmurhnsspxj.com/]lmmurhnsspxj[/link], http://swqybrvnxodm.com/
Autor: Jasemin
31-12-2011 07:40:26
No complaints on this end, silpmy a good piece.
Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.