MAGAZYN / FILM
ŚWIĘTE, ŚNIĘTE KINO
ŚWIĘTE, ŚNIĘTE KINO
KINO PAPIESKIE
Tekst: Piotr Dobry    
2011.05.11
Skandale, ekscesy, intrygi. Taką papieską codzienność pokazują nam filmowcy odpowiedzialni za celuloidowe portrety Aleksandra VI czy Pawła III . Cięcie. Ściemnienie. Akcja przenosi się pięćset lat w przód. Kamery rejestrują już tylko hagiografie słodkie jak, nie przymierzając, wadowickie kremówki.

Twórcy filmowi nie wahają się krytykować głowy kościoła katolickiego. Jest wszakże jeden warunek. Owa głowa musi pochodzić sprzed kilku stuleci, jak w znakomitym serialu „Dynastia Tudorów” (2007-10) czy udanych dramatach historycznych „Konklawe” Christopha Schrewego i „Rodzina Borgiów” Antonia Hernandeza (oba z 2006 roku). O współczesnych papieżach kino i telewizja mówią zaś dobrze albo wcale. A mówią przede wszystkim o Janie Pawle II, którego postać pojawiła się na małym i dużym ekranie łącznie kilkaset razy. W porównaniu z naszym rodakiem filmografia obecnego biskupa Rzymu, Benedykta XVI, prezentuje się nader skromnie, obejmując zaledwie kilka pozycji. Co też jednak przez wzgląd na staż i dokonania obu zwierzchników Kościoła jest zupełnie zrozumiałe. Lwią część filmów poświęconych Janowi Pawłowi II stanowią bliźniaczo do siebie podobne reportaże i dokumenty, na które składają się archiwalne nagrania, migawki z pielgrzymek czy obowiązkowe ujęcia papieża całującego główki rozanielonych dzieci. Prawdziwy wysyp tego typu produkcji nastąpił w 2005 roku, po śmierci Jana
Pawła II.

Duch Świętej Mamony


Nie było wówczas w kraju kiosku, z którego witryny nie spoglądałby na nas Wojtyła, przeważnie z okładki specjalnego albumu okolicznościowego bądź „jedynego w swoim rodzaju” wydania filmu DVD, nierzadko kryjącego pod ozdobionym złotym liternictwem opakowaniem chałupniczą podróbkę, na przykład chamsko zripowaną z telewizji relację z uroczystej mszy. Nic dziwnego, że na tle tych półproduktów tryptyk Andrzeja Trzos-Rastawieckiego, składający się z filmów „Pielgrzym” (1979), „Credo” (1983) i „Pontyfikat” (1996), jawi się jako arcydzielny. Szczególnie ten inicjalny, dokumentujący pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do ojczyzny – choć powstał na zlecenie Watykanu oraz episkopatu Polski, i Ojca Świętego ukazuje, rzecz jasna, z pozycji klęcznika – rzetelnie oddaje ówczesne nastroje polskich katolików, a i renoma „półkownika” (w stanie wojennym obraz został zakazany przez cenzurę) zdecydowanie mu służy. Nade wszystko zaś nie unosi się nad nim Duch Świętej Mamony. Ci, którzy wcale bądź niedostatecznie dorobili się na papieżu przed sześcioma laty, teraz znów mają okazję. Dystrybutorzy oczywiście nie zamierzają przespać majowej beatyfikacji. Od 11 marca w kinach możemy (ale nie musimy) oglądać dokument „Jan Paweł II. Szukałem Was...” Jarosława Szmidta, w którym – według słów dystrybutora – „kluczowe miejsce zajmują ekskluzywne wypowiedzi autorytetów różnych wyznań, osobowości ze świata mediów, kultury, nauki i polityki”. Do tego „przepiękne pejzaże” m.in. Meksyku, Boliwii, Zambii, Botswany i natchniona narracja znanego dziennikarza telewizyjnego Krzysztofa Ziemca. A wszystko to w technice HD. Cymes. Podobnie jak kwietniowe premiery DVD, wśród których znajdziemy na przykład takie pozycje jak zrealizowane przez BBC „Życie Papieża: Jan Paweł II” (2005, Best Film) czy trzypłytowy „Box Papieski” (2009, TiM Film Studio), na który składają się filmy dokumentalne „Lolek”, „Przyniósł nam światło prawdziwe” oraz „Gesty i znaki papieskie”.

Sakrokicz i Tancerki-Transwestyci.

Na te ostatnie Polacy są zresztą szczególnie podatni. Tę naszą narodową skłonność do traktowania z nabożeństwem wszelakich dewocjonaliów, obok których papież choćby przechodził, całkiem zgrabnie wykpił Maciej Wojtyszko w ubiegłorocznym „Świętym interesie”. Bohaterami komedii są bracia (Adam „Popiełuszko” Woronowicz i Piotr „Papież” Adamczyk), w których ręce wpada stary samochód marki Warszawa, rzekomo należący niegdyś do samego Karola Wojtyły. Dalszy rozwój wypadków nietrudno przewidzieć; dość wspomnieć, że pomysł zdecydowanie góruje tu nad wykonaniem, a rustykalny, grubo ciosany dowcip w stylu serii „U Pana Boga...” Jacka Bromskiego koniec końców stępia ostrze satyry na polskie zamiłowanie do sakrokiczu. Niemniej przyznać trzeba, że choć to satyra delikatniutka, z założenia pobłażliwa dla swoich niedoskonałych bohaterów i wymierzona w owieczki, nie w pasterza, to i tak przynajmniej wykazująca jakiś charakter. W odróżnieniu od popularnych propapieskich fabuł, które – podobnie jak wspomniane dokumenty – niczym diabeł święconej wody unikają jakichkolwiek kontrowersji związanych z pontyfikatem Jana Pawła II. Co ciekawe, rzadko się wspomina, że pierwszym odtwórcą roli polskiego papieża był Manfred Freyberger we włoskiej komedii „Oko papieża” z 1980 roku. W praktycznie nieznanym w Polsce i piekielnie trudnym do zdobycia filmie Renzo Arborego, w którym przez ekran przewijają się sławy pokroju Roberto Benigniego, Isabelli Rossellini, a nawet Martina Scorsesego (!), zdegustowany postępującą wśród młodzieży „degrengoladą” papież decyduje się wyprodukować telewizyjne show promujące najwyższe wartości. W pewnym momencie do akcji wkraczają transwestyci omyłkowo zatrudnieni w rolach tancerek i... już można zrozumieć, dlaczego kapitalna ponoć (wśród nielicznych opinii na zagranicznych forach filmowych nie ma niepochlebnych, większość jest entuzjastyczna) satyra Arborego znana jest tylko garstce szczęśliwców. Oficjalnie za autora pierwszego filmu o Karolu Wojtyle uważa się najczęściej Krzysztofa Zanussiego, który w 1981 nakręcił dramat „Z dalekiego kraju” (1981), choć właściwszym tytułem dla tego dzieła byłby racze  „Z dalekiego planu”. Tak filmowany jest bowiem odtwórca roli papieża Cezary Morawski (wsławiony dwadzieścia lat później rolą Pawła Zduńskiego w operze mydlanej „M jak miłość”), coby nie przyćmić faktu, że – podobnie jak obecnie dla Joanny Kluzik-Rostkowskiej i spółki – Polska Jest Najważniejsza. Z kolei u Herberta Wise’a, w jego „Papieżu Janie Pawle II” (1984), dwuipółgodzinnym widowisku telewizyjnym, najważniejszy jest już sam bohater tytułowy grany przez Michaela Cromptona (młody Wojtyła) i Alberta Finneya (w wieku dojrzałym). Film nie wykracza jednak poza format poprawnej czytanki, obrazując drogę Karola Wojtyły od krakowskiego seminarium do watykańskiego tronu. Dwie dekady później międzynarodowi filmowcy nie zamierzali niczego zmieniać w sprawdzonej formule – rok 2005 obrodził w „bezpieczne” telewizyjne (choć w Polsce dystrybuowane w kinach przy udziale wielomilionowej publiczności) laurki: „Karol – człowiek, który został papieżem” (część dyptyku, na który składa się jeszcze nakręcony rok później „...papież, który pozostał człowiekiem”) Giacomo Battiato, „Jan Paweł II” Johna Kenta Harrisona oraz „Jan Paweł II: Nie lękajcie się” Jeffa Blecknera. Wszystkie te filmy, de facto niewiele się różniące, zrealizowane bez polotu i fatalnie zdubbingowane, ratuje właściwie tylko wysiłek znakomitych aktorów – Piotr Adamczyk, Jon Voight czy Thomas Kretschmann (jedynie obsadzenie w roli młodego Wojtyły Cary’ego Elwesa, gwiazdora „Robin Hooda: Facetów w rajtuzach” czy „Piły”, zakrawa na żart) stworzyli w nich jedne z lepszych ról w swojej karierze. Choć byli też i tacy, co przez całą karierę wcielali się wyłącznie w Jana Pawła II.

Zniedołężniały starzec vs. Niezbyt lotny 7-latek

Eugene Greytak, amerykański aktor zmarły w lutym ubiegłego roku w wieku 84 lat, kreował papieża na małym i dużym ekranie od późnych lat 80. Szczególnie chętnie obsadzali go twórcy seriali (m.in. „Alf”, „Murphy Brown”, „Gdzie diabeł mówi dobranoc”, „Ally McBeal”) i parodiitakich jak „Egzorcysta 2 i 1/2”, „Hot Shots!” czy „Naga broń 33 i 1/3”. Nigdy jednak role Greytaka nie wykraczały poza nieszkodliwe epizody epatujące przeważnie humorem dość niskich lotów. Większą odwagą, choć jeszcze mniejszą subtelnością, wykazują się w obrazowaniu papieża twórcy animacji. W węgierskiej „Dzielnicy!” (2004) Arona Gauderai „South Parku” Treya Parkera i Matta Stone’a Jan Paweł II został przedstawiony jako zniedołężniały starzec, który zatracił kontakt z rzeczywistością. Natomiast w brytyjskim „Mieście Papieża” („Popetown”, 2003), niedopuszczonym w Polsce do transmisji nawet przez liberalne z reguły MTV (serial można było oglądać jedynie w Niemczech i Nowej Zelandii), głowa Kościoła to naiwny i niezbyt lotny 7-latek sterowany przez trzech nikczemnych kardynałów. Zrealizowany dla BBC serial ma jednak tę zasadniczą wadę, że skupia się na kontrowersji dla samej kontrowersji, zapominając o takich szczegółach jak choćby udane gagi. W rezultacie jest nieśmieszny i zwyczajnie nudny, co nie uchodzi zwłaszcza produkcji z kraju o takich tradycjach komicznych; wszak „Ostatnia wieczerza” – dialog między papieżem a Michałem Aniołem – to jeden z najlepszych skeczów Monty Pythona. Czy zatem kiedykolwiek doczekamy się pozbawionego infantylizmu, potraktowanego z należytą powagą, krytycznego spojrzenia na pontyfikat Jana Pawła II, zahaczający na przykład o kwestie jego stosunku do pedofilii czy antykoncepcji? Niestety, wszystko wskazuje na to, że jeszcze długo, przynajmniej w mainstreamie, do głosu będą dopuszczani jedynie filmowcy... świętsi od papieża.

GALERIA
Autor: xiafxf
15-06-2011 10:06:11
BbTnNw <a href="http://gqgtvsjiebqv.com/">gqgtvsjiebqv</a>
Autor: Hines
14-06-2011 17:28:17
Such a deep asnwer! GD&RVVF
Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.