MAGAZYN / FILM
TOSHIRO MIFUNE
TOSHIRO MIFUNE
PROTOPLASTA KINA TWARDZIELI
Tekst: Tomek Cegielski    
2009.11.04
Clint Eastwood kina japońskiego Najbardziej charakterystyczny z najbardziej charakterystycznych Synonim słów "aktor profesjonalista" Krystaliczny życiorys, który zasługuje na czytanie go ze zdjętą czapką - to na pewno.
Toshiro Mifune urodził się w 1920 roku w Chinach w Qingdao. Po wybuchu wojny został wcielony do japońskich sił powietrznych. Po pięciu latach, gdy Japonia skapitulowała, zrezygnowany, bez perspektyw wrócił do Kraju Kwitnącej Wiśni. Akurat w tamtym okresie, legendarna wytwórnia filmowa Toho, kojarzona z horrorami z gatunku kajiū, które podsumować by można „wielkie potwory depczą miasto" (między innymi „Godzilla” z 1954 r.), przeżywała kryzys. Wielu pracowników opuściło jej szeregi, co zmusiło wytwórnię do zorganizowania castingów na nowych aktorów. Toshiro Mifune skorzystał z tej okazji i został zauważony. Był to moment, w którym zaczęła się jego pięćdziesięcioletnia przygoda z kinem. Najlepszy okres jego kariery to lata 1948 – 1965, kiedy współpracował z jednym z najwybitniejszych reżyserów wszechczasów – Akirą Kurosawą. Działalność filmową zakończył w połowie lat dziewięćdziesiątych, pozostawiając po sobie ogromny dorobek artystyczny.

Steven Seagal z kataną czy wirtuoz gry złego charakteru?

Toshiro Mifune w wyobrażeniu ludzi Zachodu kojarzony jest przede wszystkim z archetypem samuraja – odważnym, małomównym, stonowanym. I rzeczywiście w swoich najgłośniejszych filmach w takie postacie się wcielał. Swoją mimiką, penetrującym spojrzeniem i charyzmą roztaczał wokół siebie niesprecyzowaną aurę charakterystyczną tylko dla niego. Mimo bardzo niewielu kwestii, które wypowiadał np. w „Yojimbo”, z jego zachowania scenicznego epatował kunszt aktorski. Posiadał bardzo cenną cechę, którą można przypisać niewielu aktorom – absorbował całą uwagę widza, gdy tylko pojawiał się na ekranie. Niezależnie od tego, czy zakładał sandały, podczas gdy dialog prowadził inny bohater, czy przewijał się na drugim planie, czy toczył walkę na katany. Sceptycy geniuszu aktorskiego Toshiro Mifunego z pewnością mogliby porównać go do dzisiejszego zabijaki Seagala. Porównanie na pewno brzmi anachronicznie: z jednej strony legenda kina japońskiego z drugiej zaś król gablot z wypożyczalni kaset. Cech wspólnych jest jednak sporo, co więcej obrazują one aktorski geniusz Mifunego. Obaj panowie zaszufladkowani są do roli zimnych, bezwzględnych czarnych charakterów, występujących po tej dobrej stronie. Obaj słyną z widowiskowych walk i charakterystycznej dla siebie gry, która mimo iż wysoce uznawana (przynajmniej w przypadku Japończyka), to zdecydowanie bardzo powtarzalna. Mimo wielkiego szacunku, którym darzony jest Toshiro Mifune, nie można nie stwierdzić, że wiele razy te same role grał w różnych filmach.
Niekoniecznie trzeba jednak poczytywać to jako ujmę na filmowej karierze. Charakteryzowało to przecież nawet wielkiego aktora kina dzikiego zachodu – Clinta Eastwooda, do którego Toshiro tak często jest porównywany. Analogie między Stevenem Seagalem a Toshiro Mifune nie kończą się jednak na zaszufladkowaniu obu panów w podobnych ryzach odgrywanych postaci. Trzeba bowiem pamiętać, że takie obrazy jak „Yojimbo” czy „Ukryta Forteca” w momencie, w którym wchodziły do kin, nie należały wcale do kultury wysokiej, do której zaliczamy je teraz. Kiedyś było to zwykłe kino rozrywkowe, przyciągające bardzo różną widownię, czyli gatunkowo nic innego niż to, co w swoich aikidoskich wyczynach prezentuje nam Stevena Seagal. Co jednak sprawia, że Toshiro Mifunemu buduje się ołtarze, zaś Stevena Seagala w większości przypadków wrzuca się do worka z napisem „film klasy B”? Oprócz znakomitych nawet jak na kino rozrywkowe scenariuszy, w których Toshiro był zatopiony, jest to po pierwsze jego charyzma, po drugie jego charyzma i po trzecie jego charyzma... Był pionierem w tym, co robił, stworzył widzowi wizerunek twardziela, który w tamtych czasach był czymś zupełnie nowym i unikatowym. Tworzył nową jakość w kinie. Nasuwa to z pewnością skojarzenie, iż jego dzisiejszą popularność można zepchnąć przede wszystkim na okres, w jakim jego filmy były tworzone. I mimo iż nie pozostaje to bez znaczenia, to nie należy jednak zapominać, że aktorstwo Mifunego zostało docenione już po pierwszym filmie nakręconym z Kurosawą, zaś wielka popularność nastąpiła już w 1954 r., kiedy zagrał w „Siedmiu samurajach” u Kurosawy, wcielając się w głupkowatego Kikuchiyo. Reasumując, jego sukcesu i znamienitości nie można więc zepchnąć na magiczne działanie patyny czasu, która z komercyjnej papki zrobiła kino niezwykle wysublimowane i ambitne. Z drugiej zaś strony moment, w którym pojawił się na ekranie miał znaczący wpływ na jego karierę i na przełom w kinematografii w ogóle.

Ile sukcesu Toshiro Mifune zawdzięcza Toshiro Mifunemu?

Czy Toshiro Mifune był samodzielnym ojcem swojego sukcesu? Mimo iż był jednym z najbardziej pracowitych aktorów, NIE DA SIĘ mówić o Mifunem, nie wspominając o Akirze Kurosawie. Zawdzięczają oni sobie nawzajem swoją karierę, tak jak Neil Armstrong zawdzięcza swoje chodzenie po księżycu tym, którzy skonstruowali dla niego rakietę. Lwią część swoich najlepszych filmów stworzyli razem. Zaryzykować można stwierdzenie, że Kurosawa wykreował Mifunego, który równie dobrze grał już tylko u Masakiego Kobayashiego. Zaś sam Kurosawa przyznał, że bez Toshiro nie nagrałby swoich najlepszych filmów. Co jednak najważniejsze, współpraca tych dwóch najwybitniejszych nazwisk kina japońskiego miała bardzo duży wpływ na międzynarodowy sukces Toshiro Mifunego. Kurosawa bowiem przez Japończyków uznawany był za reżysera zachodniego – kręcącego w zupełnie niejapońskim stylu. Najprawdopodobniej było to spowodowane fascynacją reżysera amerykańskimi westernami. Tu nasuwa się przykład chociażby wspomnianego „Yojimbo”, które ocieka westernem. Walki (Chanbary) na katany bliźniaczo przypominają pojedynki rewolwerowców, to samo tyczy się scenerii – jedna długa ulica przez małe miasteczko oraz chmury piachu porywane przez wiatr. Dzięki temu, że filmy, w których brał udział w tamtym czasie Mifune przypominały kino zachodnie, były łatwiej przyswajalne za oceanem, co ułatwiło aktorowi drogę do światowej sławy. Uwidacznia to wielką zasługę Kurosawy w karierze Mifunego nie tylko na gruncie czterech wysp KKW. Gdyby ów aktor brał udział w typowo japońskich produkcjach, na przykład u takich reżyserów jak Ozu Yasujiro czy Kobayashi, być może byłby w tej chwili tak samo niedoceniany jak Tatsuya Nakadai – drugi po Mifunem geniusz kina japońskiego.

Toshiro Mifune a Clint Eastwood

Obaj aktorzy są bardzo często do siebie porównywani i nie ma w tym niczego dziwnego, ponieważ obaj grali w podobnej stylistyce, w podobnym okresie i w podobnym kinie. Obaj byli (Eastwood wciąż jest) niespotykanie charyzmatycznymi postaciami. Jednak tak jak niesłusznie film „Siedmiu wspaniałych” uznaje się za pierwowzór „Siedmiu samurajów” (w rzeczywistości to Amerykanie wzorowali się w tym scenariuszu na Japończykach), tak też niesłusznie uważa się Toshiro Mifunego za japońskiego Clinta Eastwooda. Gdy ten pierwszy zdobył już sławę na cały kraj za „Pijanego anioła” i „Siedmiu samurajów”, Eastwood był jeszcze przed nakręceniem swojej pierwszej produkcji. Dlatego też prędzej Clinta Eastwooda można nazwać spadkobiercą Mifunego niż na odwrót.

Coś ty dobrego nam dał, panie Mifune?

Mifune zagrał w blisko 200 filmach, sam produkował, jeden udało mu się wyreżyserować. Mówi się, że zmarł z powodu przepracowania. Mimo iż został zaszufladkowany do ról bezwzględnych, eterycznych samurajów, w których lubiliśmy go chyba najbardziej, to umiał się wcielić zarówno w głupka, starca, bandytę, nazistę, a gdyby miał okazję, pewnie mógłby zagrać i niedorozwiniętego żółwia. Pod koniec swojej kariery zaczął jednak rozdrabniać swój talent na drobne, grając w małych telewizyjnych produkcjach. Mimo to przez pięćdziesiąt lat zostawił za sobą dziesiątki genialnych ról i jak mało kto poświęcił swoje życie filmowi. Jest jednym z najlepszych aktorów wszech czasów i obiektywnie należy mu się miejsce w czołówce najważniejszych postaci w historii kinematografii.





GALERIA

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...

Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.