Czy sztuka nie może istnieć bez erotyki?
Czy człowiek może istnieć bez
erotyki? W skrajnie zracjonalizowanym świecie: vide literackie wizje
przyszłości – mam tu na myśli Orwella bardziej niż
Bradbury’ego czy Huxleya, podejmowane są takie próby. Na
szczęście podobna rzeczywistość pozostaje w sferze utopii. Sztuka
jest wytworem człowieka i jako taka jest zdeterminowana przez
esencjonalne dla ludzkiego bytu kwestie: miłość, seksualność,
władzę i śmierć. Erotyka jest motorem prokreacji, seks –
najsilniejszym oponentem śmierci, esencjonalnym przejawem energii
witalnej, stymulatorem życia – w takim
kontekście sztuka
wyjałowiona z erotyki byłaby okaleczona, niepełna. Nie oznacza to
jednak, że musi ona być kontrapunktem dla każdego artysty.
Współczesna sztuka bada różnorodne aspekty ludzkiej
egzystencji, w tym i takie, w których libido przesuwa się
na daleki plan czy wręcz zamiera.
Teraz mieszkasz w Meksyku – powiedz, jak z tamtej perspektywy postrzegasz erotykę, fetysz.
Meksyk, jako kultura południa, jest bez porównania bardziej otwarty na doświadczenia takie jak zabawa, przyjemność i rozkosz niż refleksyjna, melancholijna północ. To czysty determinizm geograficzny – nasz duchowy rozwój zależny jest od temperatury. Przyjemność jest tam niekwestionowaną wartością, intensywny kolor – stałym elementem rzeczywistości. Doświadczenie kultury latynoamerykańskiej przyczyniło się do rozwoju mojego hedonistycznego ja. Należy jednak pamiętać, że – choć naturalnie predestynowany wobec zmysłowości i seksualności – Meksyk jest krajem umiarkowanie tropikalnym. Pod względem swobody seksualnej daleko mu do Kuby czy Brazylii – tam zastrzyk afrykańskiej krwi niesłychanie wprost zdynamizował seksualność.
Twoje fetysze są podkolorowane do bólu, świecą. Przypomina mi to filmy i zdjęcia porno, w których seks jest nierealnie przerysowany. Ta koloryzacja to seks vanitas?
Kwestia koloru jest fundamentalna projektu Minimal Fetish, przynajmniej w jego końcowej fazie prezentowanej na wystawie, i jako taka pojawiła się już w moich wcześniejszych wypowiedziach. Nie pozostaje mi w tej sytuacji nic innego, jak zacytować samego siebie. Intensywny kolor jest jednym z najbardziej fundamentalnych kodów seksualnej atrakcyjności w przyrodzie. Tak dzieci, jak ludzie dzicy są maksymalnie responsywni wobec jaskrawych barw, dopiero szablonowa edukacja estetyczna, fałszywe wyobrażenie klasycznego piękna, demon dobrego gustu degenerują tę wrażliwość. Kolor to bujność, witalność, intensywność – jeżeli zaczniemy rozpatrywać życie i śmierć jako antonimy, kolor niewątpliwie znajduje się po stronie życia. Blaknięcie czy ciemnienie to zanikanie – śmierć to ostateczna redukcja, niewyobrażalna pustka. Nie przypadkiem przecież w tak wielu kulturach czerń jest synonimem żałoby. Symbolicznie można to ująć w ten sposób, że oddalając się od światła, a więc i od koloru, zmierzamy ku ciemności, dezintegracji, martwocie. Widać to nawet w semiotyce – to kolor jest dźwięczny, a czerń głucha. Czy w pornografii seks jest nierealnie przerysowany? Nie sądzę – na pewno jest uproszczony, bo odseparowany od emocji. Byłoby mi bardzo smutno, gdybym uważał, że seks, który mogę oglądać na przedstawieniach pornograficznych, jest bardziej efektowny i pociągający od tego, który sam uprawiam, który jest mi ofiarowywany. Niewątpliwe ten projekt jest efektem pracy z moją własną seksualnością, z moimi personalnymi fantazjami. A ta, aby była realnie efektywna, może podeprzeć się doświadczeniem pornografii – która jest jednak sztuką wizualną – ale musi je przekroczyć.
Wystawie w Galerii LeTo towarzyszy album.
Wystawa przygotowana jest w całości na bazie najnowszego materiału, będącego, jak to się określa technicznie, efektem sublimacji w procesie. Książka obejmuje fotografie realizowane w ciągu wielu lat. Początkowo były to zdjęcia eksplorujące dostępność, testujące pole intymności, często łapane na gorąco, na ulicy, rejestrujące detonatory libido obecne w sferze publicznej, udostępniane przez osoby często nieznajome: włosy, usta, buty. Później skupiłem się na zjawiskach fetyszystyczno-estetycznych kwitnących w mojej własnej sypialni, by wreszcie kreować sytuacje, które jednocześnie były docelowo pomyślane jako funkcjonujące tak wobec rozkoszy, jak i obrazu, a więc jej fantomu. Album ma strukturę elementarza, można w nim wyodrębnić wyraźne cykle typologiczne, nie aspiruje jednak do przedstawiania żadnej pełnej systematyki. Jest osobisty, więc arbitralny.
Nad czym teraz pracujesz?
Mam w tej chwili wyjątkowo intensywny okres: dopiero co inaugurowała się moja realizacja we wrocławskiej Renomie, eksplorująca motyw koloru w rzeczywistości, osmozę pomiędzy kulturą wysoką a popularną. 10 czerwca celebrowałem kolejny projekt w Klasztorze Wigierskim. Obie realizacje cechuje podobna dynamika: obie powstały w oparciu o dzieła współczesnych artystów, będące efektem eksperymentów z kolorem i geometrią – we Wrocławiu jest to Piet Mondrian, w DPT Wigry – Wojciech Fangor. Obie powstały w przestrzeniach publicznych. Obie wreszcie testują efektywność modernistycznych konceptów. Instalacja wigierska to mandala z kwiatów, będąca dosłowną reinterpretacją jednej z kompozycji Fangora. Nieagresywna wobec symboliki chrześcijańskiej, wykorzystuje równocześnie te jej elementy, które zostały zawłaszczone z pogaństwa – słońce, światło, kwiaty, krajobraz. W lipcu fallicznie interweniuję na poznańskim rynku, co może skłoni do refleksji nad witalnością i rozkoszą.
Twoje dzieła cię podniecają?
Podnieca mnie piękno. Jego definicja jest rzeczą indywidualną. W moich fetyszystycznych – a w tym wypadku i artystycznych – działaniach koncentruję się na tych aspektach estetyki, które działają na mnie stymulująco. Motywacja jest fundamentalna dla erotyki. Seksualność dynamizuje życie, a przeżywanie tego jest celem samo w sobie, ergo: dla erotyki esencjonalne jest zaspokajanie, a nie zaspokojenie. Minimal Fetish to projekt o bardzo specyficznej naturze, jak dotąd najpełniej ze wszystkich podjętych przeze mnie działań integrujący pracę i seksualną przyjemność. Znaczna część wykorzystanych w nim zdjęć powstała w sypialni – kostiumy i scenografia były traktowane jako amplifikatory rozkoszy, a nie jedynie jako elementy wyestetyzowanego obrazu – ten był wtórny czy raczej paralelny. To sprawia, że Minimal Fetish to projekt wyjątkowo dla mnie ważny w dyskursie o kulturze rozkoszy.
Lubisz rozkosz? Jesteś sybarytą?
Trzeba mieć w sobie wiele żalu do świata, żeby obrazić się na rozkosz. Sybarytą jestem do pewnego stopnia – lubię delektować się światem na różnych poziomach: tak wykwintnym jedzeniem, jak tarzaniem w jesiennych liściach. Definitywny sybarytyzm to jednak ślepa uliczka – implikuje cynizm, więc jednak gorycz niezależnie od tego, jak wieloma słodko--korzennymi likworami podlewaną. To rezygnacja ze sfery wrażliwości i refleksji, a ja nigdy nie zamieniłbym wolności umysłu na złotą klatkę.


























Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...