MAGAZYN / DESIGN
RÓB PRZEKRĘT, NIE SZTUKĘ!
RÓB PRZEKRĘT, NIE SZTUKĘ!
Tekst: Maciek Piasecki    
2010.03.16
Sprawić, aby drugi człowiek poczuł się jak idiota - czy jest coś przyjemniejszego ? Wkręcanie, nabijanie w butelkę, robienie w balona, strychanie na dudka: bogactwo poetyckich określeń dobitnie świadczy o zaszczytnej pozycji szachrajstwa w europejskiej kulturze. Przekręt i sztuka idą w parze od niepamiętnych czasów. Dobra machlojka potrafi wywołać więcej intelektualnego fermentu niż niejeden wybujały manifest. Dlatego niech nam żyje wielki artystyczny szwindel!

Göteburg, Szwecja, rok 1964. Publiczność i krytycy zgodnie zachwycają się pracami nieznanego wcześniej przedstawiciela francuskiej awangardy. Abstrakcyjne płótna Pierre’a Brassau porażają ich siłą niepohamowanej ekspresji. „Brassau maluje potężnymi, stanowczymi pociągnięciami, jednak furiacko stawiane linie zwijają się potem w subtelne formy. Ten artysta tworzy z delikatnością baletmistrza” – czytamy w recenzji wystawy z dziennika „Posten”. Jeden z krytyków tradycjonalistów stwierdza jednak, że „tak malować może tylko małpa”. Kilka dni później okazuje się, że nie mógł być bliżej prawdy. Pierre okazał się Peterem, zachodnioafrykańskim szympansem z pobliskiego zoo, któremu Åke Axelsson (dziennikarz göteburskiej gazety) wręczył farby i płótna. Chociaż małpa skupiła się początkowo na smakowaniu zawartości tubek z kolorami (szczególnie upodobała sobie niebieski, który zresztą dominował później w jej pracach), to najedzona stworzyła kilka interesujących płócien. Prowokacja wywołała niemało wstydliwych pąsów w artystycznym środowisku, krytyk z „Posten” obstawał jednak przy swoim, twierdząc, że obrazy Pierre’a były i tak najlepsze z całej wystawy.

 Skoro już o małpach mowa, to jednym wielkim przekrętem jest cały zespół Gorillaz. Twórca projektu przez kilka lat bawił się z fanami w kotka i myszkę, każąc im poszukiwać odpowiedzi na z pozoru proste pytanie: „Kim u licha są Gorillaz?”. Czwórka Goryli robi wszystko to, co robią członkowie każdego normalnego zespołu: koncertuje, pojawia się na galach rozdań muzycznych nagród, prowadzi Twittera, wysyła do sieci filmy ze studia nagraniowego i właśnie wydaje trzecią płytę („Plastic Beach”, premiera 8 marca). Tyle że wszyscy są rysunkowymi marionetkami. Dyskusja o tym, kto może pociągać za sznurki, toczyła się przez wiele miesięcy od wydania debiutanckiego albumu, zapewniając grupie rozgłos i napędzając wyniki sprzedaży. Temat uciął dopiero paradokument „Charts of Darkness” (zabawa tytułem opowiadania „Jądro ciemności” Josepha Conrada, który w oryginalnej wersji brzmi „Heart of Darkness”), w którym reporter brytyjskiego Channel 4 odnajduje zamkniętego w szpitalu psychiatrycznym Damona Albarna, lidera brytyjskiej grupy Blur, pracującego zapewne nad nowym materiałem Gorillaz.

O promocyjnej sile przekrętu wiedzą też państwo White z grupy The White Stripes. Kiedy Meg i Jack byli jeszcze tylko obiecującym duetem z kilkoma fajnymi piosenkami, rozczulali wszystkich naokoło tkliwą bujdą o tym, że są kochającym się rodzeństwem, dwojgiem z dziesięciorga bandy. Urocze? Mało kto wątpił, bo nie dość, że noszą to samo nazwisko, to nawet podobni z wyglądu. Grube nici tej intrygi musiały pęknąć, kiedy do internetu wyciekł akt ślubu wydany w 1996 roku w urzędzie cywilnym w Michigan. Okazało się, że para rozwiodła się w roku 2000, na chwilę przed zdobyciem szerszego rozgłosu (Jack White wcześniej nazywał się Gillis). Nie przeszkodziło to White Stripes stać się najpopularniejszym zespołem lat zerowych – przeciwnie.

Wykorzystanie przekrętu w promocji to żadna nowość. „Wrześniowy poranek” (1912) francuskiego malarza, Paula Chabasa, stał się jednym z najbardziej znanych obrazów ubiegłego stulecia, choć miał być jedynie ilustracją do kalendarza wydanego przez piwowarski koncern (zresztą projekt został odrzucony). Podejrzana historia – w Europie przedstawiający kąpiącą się kobietę olej zyskuje uznanie krytyków, otrzymuje nagrodę w paryskim Salonie, a gdy tylko trafia do Ameryki, wywołuje wielki skandal obyczajowy. Czyżby ci Amerykanie byli aż tak pruderyjni? Obrońcy purytańskiej moralności zapewnili dziełu rozgłos w całych Stanach. A rozgłos to coś, czego artysta potrzebuje. Chabas sam napisał do odpowiednich stróżów wartości. Nakłonił do tego również swoich przyjaciół, a nawet spotkał się z jednym nowojorskim moralistą. Zaprowadził go pod sklepową witrynę, gdzie grupa specjalnie
wynajętych do tego celu wyrostków dzieliła się niewybrednymi uwagami na temat wdzięków modelki na reprodukcji. Szum wokół Chabasa zrobił się wkrótce taki, że udało mu się sprzedać po dolarze siedem milionów litografii, które wcześniej kurzyły się w sklepie z metką na dziesięć centów. Chociaż istnieją spekulacje, że cała ta historia może być wymysłem artysty.

Jeśli uważacie, że artyści robiący ludzi w konia to ponury znak naszych czasów i niechlubne świadectwo rozkładu zachodniej cywilizacji, jesteście w dużym błędzie. W roku 1496, kiedy Michał Anioł Buonarotti był jeszcze młodym, głodującym artystą (jeśli mierzi cię perspektywa głodowania, lepiej nigdy nie zostawaj artystą!), wpadł na pomysł zarobienia odrobiny grosza. Figurę śpiącego kupidyna własnego autorstwa zakopał w kwaśnej ziemi, z zamiarem późniejszej sprzedaży jako rzeźby antycznej. Transakcja się powiodła i właścicielem podróbki został szanowany kardynał Rafaello Riario. Duchowny nie był w ciemię bity i na fałszerstwie się poznał, żądając zwrotu wyłożonej kwoty. Kunszt Michała Anioła zrobił na nim jednak tak wielkie wrażenie, że odstąpił od wymierzenia kary, a nawet pozwolił Buonarottiemu zatrzymać część pieniędzy. I żyli długo i szczęśliwie (choć rzeźba spłonęła niestety podczas pożaru w 1698 roku).

Mniej szczęścia miał Han van Meegeren, którego losy opisuje wydana niedawno książka „To ja byłem Vermeerem”. Van Meegeren był zresztą artystą ogólnie nieszczęśliwym. W ogarniętej rewolucją artystyczną Holandii lat 30. wyśmiewano jego klasyczne, stonowane płótna. Mógł więc zostać co najwyżej malarzem XVII-wiecznym. Został Johanessem Vermeerem z Delft. Zaczął od zdobycia autentycznego obrazu z XVII stulecia, potem używając wody i pumeksu, usunął większość farby (dbając, aby nie naruszyć sieci spękań, ważnej dla uzyskania efektu patyny). Najtrudniejszy do przeskoczenia problem wiązał się z właściwością farb olejnych, które w normalnych warunkach schną nawet 50 lat. Van Meegeren poradził sobie z tym ograniczeniem, używając syntetycznych żywic w miejsce oleju oraz starego pieca do wypiekania chleba. Efekt był tak przekonywający, że światowej sławy historyk sztuki i znawca Vermeera, Abraham Bredius (ze względu na autorytet nazywany „Papieżem”) zachwycał się „cudownie odnalezionym dziełem mistrza z Delft” na łamach prestiżowego „Burlington Magazine” (to z kolei biblia sztuki). Podczas II wojny światowej rzeczone płótno odkupił za równowartość około miliona dzisiejszych złotych lubujący się w dobrej sztuce feldmarszałek Hermann Göring, jeden z czołowych ideologów i przywódców III Rzeszy, dowódca Luftwaffe. Van Meegerenowi ta transakcja odbiła się czkawką już po wojnie, bo w maju 1945 roku został oskarżony o kolaborację i zdradę interesu narodowego (w końcu myślano, że van Meegeren sprzedał oryginalnego Vermeera). Malarz wiele się musiał namęczyć, zanim udowodnił swoje fałszerstwo. A do więzienia i tak trafił, tym razem za falsyfikację.

Oszukać Göringa to wyczyn spektakularny, ale zawsze można lepiej. Czeskiemu artyście Davidowi Cerny’emu (znanemu wcześniej z przemalowania praskiego pomnika radzieckich czołgistów na różowo) udało się oszukać całą Unię Europejską. Z okazji prezydencji Czech w Radzie Unii Europejskiej na początku ubiegłego roku Cerny dostał zadanie stworzenia wraz z 27 artystami z całej UE pracy nawiązującej do czeskiego hasła „Europa bez barier”. Kilkutonowa instalacja pokazująca Europę jako układankę krajów zatytułowana „Entropa” (dziwne, że nikogo ten tytuł nie zainteresował – entropia oznacza przecież zanik) okazała się jednak przekrętem roku. Cerny przygotował ją sam razem z trójką asystentów, a każdą część układanki ozdobił elementem nawiązującym do stereotypów krążących o danym kraju. I tak: Holandia jest zalana wodą, z której wystają tylko minarety, Francja wywiesza transparent z napisem „Strajk!”, Niemcy przykrywa sieć autostrad w kształcie swastyki, a Wielkiej Brytanii (najbardziej eurosceptycznego kraju UE) nie ma wcale w Europie. Polska na tym tle wypada nieźle, bo nasz kraj reprezentuje grupa księży, wbijających tęczową flagę – symbol praw gejów i lesbijek – w kartoflane pole (według ankiety TVN24, 63% Polaków podoba się to przedstawienie, a tylko 14% uważa je za obraźliwe). Mogło być gorzej – Bułgaria została przedstawiona jako państwo tureckich toalet kucanych. Bułgarzy protestowali i zażądali usunięcia pracy. Spotkało się to z kolei z alarmem organizacji pilnujących wolności sztuki (między innymi polskiego Indeksu 73). W końcu zasłonięto jedynie toaletową Bułgarię. „20 lat po upadku Żelaznej Kurtyny należało pokazać, że w Europie nie ma cenzury” – mówił ambasador Czech, przepraszając wszystkich Bułgarów. Taki numer mogli wykręcić tylko Czesi – przypomnijmy, że to oni o mały włos nie przyznali tytułu Największego Czecha fikcyjnemu artyście Jarowi Cimramanowi (został zdyskwalifikowany, gdyż nie posiadał miejsca ani daty urodzenia), to oni wysłali tłumy swoich rodaków na otwarcie nieistniejącego supermarketu (dokument „Czeski sen”), to również oni przemycili film z wybuchu bomby atomowej do wieczornego wydania prognozy pogody, wzbudzając panikę w całym kraju.

Przy każdym artystycznym przekręcie ktoś czuje się pokrzywdzony, ale dobra sztuka nie rodzi się w zadowoleniu. Zadaniem sztuki powinno być obnażanie i komentowanie bieżących problemów, spraw uniwersalnych oraz zwyczajnych ludzkich zachowań. Szwindle artystyczne robią to w sposób wybitny i spektakularny. Nawet jeśli obraz nabazgrany przez małpę nie jest dobrą sztuką, to sprowokowane w ten sposób zamieszanie jest nią na pewno.

GALERIA
Autor: elccyn
14-06-2011 15:36:08
I5WIBL , [url=http://wbnqbzcbfcfs.com/]wbnqbzcbfcfs[/url], [link=http://mxqqjxoxbdcb.com/]mxqqjxoxbdcb[/link], http://mzldcmyxvhms.com/
Autor: Joan
13-06-2011 23:22:09
The forum is a brighter place thanks to your posts. Tahnks!
Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.