w środku to, odbywana nie bez przyjemności, pokuta średniowiecznej zakonnicy. Honor Agilulfa jest podawany w wątpliwość, bohater musi więc przedstawić świadectwo pierwszej osoby, którą wspomógł – panny uratowanej przed 15 laty od gwałtu, całkiem możliwe, że wbrew woli samej petentki. Poszukiwania wymagają między innymi przemierzenia na piechotę morza, walki z lewiatanem i niewiernymi, uwiedzenia demonicznej pani na zamku haremie... Szczęśliwie Agilulf jest niezniszczalny i nie wie, co to sen, podobnie jak nadaktywny baron drzewołaz, który poprzysięga nigdy nie postawić stopy na ziemi. Anegdoty snute przez młodszego brata barona, olśnionego jego odwagą i wytrwałością, kończą swój wesoły bieg w momencie, gdy na scenę wejdzie miłość. Dzikie uczucie łączące barona i pannę Violantę „Strojnisię” d’Ondariva wręcz onieśmiela – narratora, czytelnika i bohaterów. Tak samo działa obsesja wicehrabiego, który, sam przepołowiony, przepoławia wszystko, na co się natknie.
Trylogia „Nasi przodkowie”, dzięki której Calvino trafił do masowego odbiorcy, to niewielkie książeczki, które zaciekawiają już na poziomie tytułów: „Wicehrabia przepołowiony”, „Baron drzewołaz”, „Rycerz nieistniejący”. Inspiracją były dla Calvino mocno osadzone w kulturze wzorce: Don Kichot, Szeherezada, Boccaccio, Dante. Postacie dysponujące możliwością zanurzenia czytelnika w zmyślonym świecie zdolnym pod względem barwności konkurować z realem. Trudno nie ulec wrażeniu, że zbroja zawierająca nieistniejącego rycerza to dosłownie skafander do podróży w czasie, dzięki któremu można na własnej skórze odczuć magię średniowiecza. Przepołowiony wicehrabia walczy z nudą, przekonany, że to, co kompletne, jest monotonne i skończone. Baron di Rondo, przenosząc każdy szczegół swojej egzystencji na drzewa, dosłownie odrywa siebie i czytelnika od przyziemnej rzeczywistości.
Bohaterowie powiastek Italo Calvino są legendami średniowiecza i oświecenia, gwiazdami pop podkoloryzowanych wieków dawnych, agresywną wersją klasycznego marzyciela traktującego z całą powagą świat mrzonek i metafor. Ich bezpośredniość i prostolinijność sprawiają, że są socjologicznym tsunami, anomalią, która przerasta wyobraźnię mas i budzi zazdrosny podziw jednostek. Uosabiają dziecinne marzenie o życiu na własnych prawach. Zwykle czeka ich spektakularny i inspirujący koniec, ale dopóki próbują, trudno o bardziej porywające i kontrowersyjne widowisko.
Twórczość Calvina należy przeżyć na własną rękę, najlepiej zaczynając właśnie od „Naszych przodków”. Problem polega na tym, że nie sposób wyrzucić z pamięci tych zmyślonych biografii. Czułość, z jaką Calvino traktuje menażerię nadludzkich odmieńców, przechodzi na czytelnika, budując w nim stosunek identyczny z tym, jaki miał wobec ulubionych baśni dzieciństwa, tyle że przy okazji dopinguje do podjęcia własnych wielkich czynów. Ciężko nie istnieć w czasach Facebooka, poradniki namawiają do gorączkowego poszukiwania drugiej połówki, a drzew coraz mniej? Nikt nie mówił, że będzie łatwo, ale przodkowie zobowiązują.
Sięgnij też po... „Baśnie z tysiąca i jednej nocy”, „Fikcje” Borgesa, „Pamiętnik znaleziony w Saragossie” Potockiego.
























Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...