Niedawno zadebiutowałeś na amerykańskim rynku komiksem „Frankenstein’s Womb” do scenariusza Warrena Ellisa. Marzenia się spełniły?
Cieszę się, że to debiut z Warrenem Ellisem. To na pewno ma duże znaczenie. Praca nad komiksem trwała dość długo. Emocje opadły. Jakoś nie odczuwam czegoś szczególnego w związku z tym. Może dlatego, że ja jestem tutaj, wydawca i scenarzysta - tam, miałem z nimi jedynie kontakt mailowy. Poza tym mam kolejne komiksy na głowie, trzeba brać się za robotę.
Mówisz, że emocje opadły, że nie odczuwasz niczego szczególnego. Ale przecież awansowałeś jako twórca. Wydajesz w Ameryce. Każdy komiksiarz o tym marzy.
Wiesz, ja naprawdę się cieszę. Tylko to dopiero początek. Ja sam chciałbym być zadowolony z tego, co zrobię, a niestety rzadko tak bywa. Jest tak, że dopiero po jakimś czasie potrafię docenić swoje rysunki.
Odnośnie zadowolenia - "Frankenstein's Womb" zbiera w Stanach mieszane recenzje. Ty we wszystkich jesteś wychwalany, za to scenarzysta głównie krytykowany. Uważasz, że słusznie go krytykują, czy będziesz bronił Ellisa
Będę bronił Ellisa. Bo wszyscy oczekiwali po tym komiksie hardcorowej, pokręconej jatki w stylu Ellisa. Wyszło coś zupełnie innego. Ja na początku miałem mieszane uczucia. Scenariusz dostawałem partiami i nie wiedziałem, jak się skończy komiks. Ale po kilkukrotnym przeczytaniu wczułem się w ten klimat. To coś kameralnego, subtelnego, łatwo przeoczyć ten komiks w nawale superbohaterskich historii.
Ellis skomentował jakoś Twoją pracę Wysłał ci laurkę: "Marek, jesteś zajebisty"
Nie. Pewnie się boi kontaktować z dzikusem ze Wschodu.
Ale przecież zagraniczna kariera tego dzikusa ze Wschodu nabrała rozpędu. Robisz teraz kolejne komiksy dla Amerykanów, prawda
Prawda. Następny komiks dla Avatar Press to "Skin Trade" na podstawie opowiadania George'a R.R. Martina oraz "28 dni później" dla Boom! Studios. "Skin Trade" to taki noir z wilkołakami. Są tam i elementy horroru, i kryminału. Ma to być czteroczęściowa miniseria. Natomiast "28 dni później" to - jak pewnie wszystkim wiadomo - komiksowa adaptacja słynnego horroru pod tym samym tytułem. Jeśli chodzi o fabułę, to będzie to kontynuacja historii Seleny z filmu Danny'ego Boyle'a.
Czyli idziesz jak burza. Będziesz wkrótce tamtejszą gwiazdą A może już jesteś
Ja tylko rysuję. Nie ma co przesadzać, to dopiero pierwszy komiks. To olbrzymi rynek, jest tam naprawdę mnóstwo utalentowanych twórców...
Ale jesteś typem twórcy, któremu marzą się wielkie plakaty ze swoim nazwiskiem, setki fanów przychodzących po autografy na konwentach, długie czerwone dywany Czy może takim, który chciałby mieszkać w skromnej chatce w lesie i czasami zapolować sobie na jastrzębia
Nie wiem. Raczej chciałbym robić jeden komiks na rok i żyć z tego przez trzy lata w tej chatce w lesie.
No właśnie, chciałbyś utrzymywać się z robienia komiksów. Wydawanie w Stanach daje Ci taką możliwość
Na razie nie, ale to i tak o wiele lepsze pieniądze, niż dostałbym za komiks w Polsce. Ja w tej chwili rysuję dla małych amerykańskich wydawnictw. Mam nadzieję, że uda mi się zrobić coś dla tych kolosów, czyli Marvela albo DC.
Ale jednak robisz dla Amerykanów, do czego dąży wielu polskich twórców. Jak myślisz, dlaczego tak mało Polaków pracuje dla amerykańskich wydawnictw W czyim podejściu tkwi problem
Nie wiem, mamy mnóstwo świetnych artystów. Naprawdę ciężko powiedzieć, może ludzie nie wierzą we własne możliwości Może im się nie chce próbować Może to też kwestia specyficznego rynku amerykańskiego.
Specyficznego
Nie każdy styl zostanie zauważony czy doceniony.
Twój został, więc może opowiedz, jak u Ciebie wyglądała ta droga do kontraktu z wydawnictwem Avatar
Po prostu rozesłałem maila z cyfrowym portfolio do kilku wydawnictw, które akceptowały takie portfolia. Te większe - jak DC, Marvel, Vertigo, Dark Horse - akceptują tylko portfolia na żywo, to znaczy wydruki plansz. Tak więc wysłałem do kilku mniejszych wydawnictw plik PDF z pracami i po jakimś czasie dostałem odpowiedź, a zaraz potem propozycję współpracy od wydawnictwa Avatar.
Na co dzień robisz rzeczy dla agencji reklamowych. Czy robienie komiksów dla Amerykanów - przynajmniej na tym etapie - też jest takim zleceniem To twórcza praca czy jednak odtwórcze rzemiosło
To zależy od projektu. Przy "Frankenstein's Womb" miałem dużo swobody, mogłem pokombinować. Generalnie jest to zlecenie, ale nie jestem ograniczony twórczo. Wszystko zależy od artysty, jak on sam podejdzie do tematu. Wydawca decyduje się na rysownika po obejrzeniu jego twórczości, więc wie mniej więcej, czego się spodziewać...
A masz cały czas ochotę zrobić coś swojego Coś autorskiego
Tak, oczywiście. Ale potrzebuję scenarzysty.
Nie boisz się, że praca dla Avatar Press, dla agencji tak Cię pochłonie, że obudzisz się za 20 lat i zobaczysz, że jedyna rzecz, do jakiej czujesz szczery sentyment, to Twój debiutancki "Odmieniec"
Ja nie czuję się jakimś wielkim artystą. Nie wiem, co miałbym jeszcze w życiu zrobić niesamowitego. Mam nadzieję, że wyjdzie tak spontanicznie... że ja nawet się nie zorientuję, że to, co właśnie zrobiłem, to coś naprawdę wielkiego...
Marek, jesteś taki spokojny, stonowany. Skromny. Powiedz szczerze, jesteś zajebisty
Miałem niedawno propozycję z Tokyopop, chodziło o komiks na podstawie filmu, który powstał na podstawie komiksu "The Priest". To w oryginale była amerykańska manga, ale wydawca chciał zrobić z tego taki mainstreamowy realistyczny komiks. Niestety, byłem już umówiony z Avatar Press i Boom! Studios, a terminy były ciasne, musiałem odmówić.
Nie uciekaj od pytania. Jesteś czy nie jesteś
Jak udzielałem wywiadu do portalu Kult24, to coś tam wspomniałem, że mógłbym rysować wszystko. W sensie, że do każdego scenariusza albo na każdy temat. A koleś umieścił to w tytule wywiadu: "Wywiad z rysownikiem Markiem Oleksickim - Mogę narysować wszystko". A ja do niego: "Stary, zmień to, ja tak nie mówiłem!". A poważnie, to jestem dobry, ale nie najlepszy.
No i co Chcesz, żebym zatytułował ten wywiad "Jestem dobry, ale nie najlepszy" To się nie sprzeda.
No to może, że chcę być najlepszy

































Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...