MAG. / KOMIKS/KSIĄŻKA
KURT VONNEGUT
KURT VONNEGUT
POCZET PISARZY RÓŻNYCH
Tekst: Filip Szalasek    
2011.01.02
Cześć, dzieciaki. Witajcie na Ziemi. Jest okrągła, mokra i zatłoczona. Latem jest tu gorąco, a zimą zimno. W najlepszym razie macie tu sto lat życia. Znam tylko jedno prawo: musicie być grzeczne, do cholery.

Eliot Rosewater nie podejrzewa, że jeśli wypowie powyższe słowa  podczas chrztu bliźniaków, pani Moody znajdzie się o krok bliżej  uznania go za wariata, a powierzona mu część majątku Rosewaterów,  przeznaczona na pomoc cwanym i potrzebującym, przypadnie nikczemnemu  Normanowi Mushariemu. Eliot nie podejrzewa też, że jest  narzędziem swego stwórcy: nad chrzcielnicą wygłosić ma bryk ze  światopoglądu Kurta Vonneguta, pisarza dosadnego i lubującego się  w uproszczeniach, filozofa wychowanego na komiksach. Trudno jednak  o twórcę bardziej uprzejmego w stosunku do swoich czytelników. Jego  ujmujący sarkazm potrafi umilić absurdy wojennego horroru. Nawet jeśli  Eliotowi spadnie włos z głowy, będzie to zabawne i pouczające. Jak  skończy Obstawiajcie i zajrzyjcie na ostatnią stronę "Niech Panu Bóg  błogosławi, panie Rosewater".

Uważajcie jednak na duże stawki i próby rozgryzienia systemu.  W "Galapagos" Vonnegut rozdaje partię tak nieprzewidywalną jak humorystyczny  katastrofizm, co kończy się chwaleniem Boga za cofnięcie  ewolucji człowieka z powrotem do postaci ryby. Za krach cywilizacji autor  obwinił wielki mózg w każdej czaszce. Apokalipsę przetrwali tylko ci,  których rozległa sieć przypadków umieściła na pokładzie łodzi pozbawionej  kompetentnego sternika. Przeżyli dzięki bezwładnemu dryfowaniu  i założyli małą społeczność rozbitków, której członkowie powoli cofali  się w rozwoju aż w końcu kolejne pokolenia rzucały się na głęboką  wodę bezmyślności. Rybi raj nigdy by nie powstał, gdyby ocaleni mieli  szansę cokolwiek wymyślić. odcinek 6: Kurt Vonnegut.

Zbawienna natura pływania z prądem jest jednym z dogmatów religii  opisanej przez Vonneguta w "Kociej kołysce". Najważniejszym rytuałem  bokononizmu jest obrzęd boko-maru, zbratanie dusz poprzez dotykanie  się podeszwami stóp. Bokononizm odrzucał powagę i poszukiwanie  prawdy i błędem było, że jako religia funkcjonował tylko na wyspie San  Lorenzo. Gdyby był bardziej rozpowszechniony, świat prawdopodobnie  by nie zamarzł w wyniku użycia lodu K-9, ostatniego wynalazku człowieka  odpowiedzialnego za stworzenie bomby atomowej. Katastrofa wpływa na trwałe zamrożenie notowań reszty wierzeń, więc zetknięcie się  stopami zastąpiło garstce ocalonych wymyślne kulty. 

W "Sinobrodym", fikcyjnej autobiografii jednookiego malarza Rabo Karabekiana, dowódcy walczącego w Wietnamie plutonu złożonego z samych artystów, Vonnegut po raz kolejny poddaje pod wątpliwość sens wikłania się w zagadki. W czasach pokoju pasją Rabo, tytułowego brodacza, staje się kolekcjonowanie dzieł sztuki. Dzięki dawnym przyjaźniom  z wielkimi, a podówczas mało znanymi, malarzami wchodzi  w posiadanie najwybitniejszych dzieł amerykańskiego ekspresjonizmu.  To, co najcenniejsze Rabo ukrywa w wielkim spichrzu na kartofle, do którego nikt nie ma dostępu. Pragnąc prześwietlić tajemnicę, młoda  i bogata wdowa powiela zadanie, jakie postawiły sobie ongiś żony Sinobrodego ze starej legendy: zajrzeć do komnaty, której widoku władca  zabronił pod karą śmierci. Co odkryje wścibska kokietka w magazynie  na ziemniaki?

Mknąc przez bibliografię Vonneguta (trudno uwierzyć w porzucenie  lektury po jednej jego książce), łatwo przegapić fakt, że stworzył spójne  uniwersum z własnymi wierzeniami (bokononizm), herosami (Kilgor Trout) i geografią (Wietnam był piekłem, Galapagos okazało się arkadią).  Przeżył wszystko, co jest do przeżycia: bombardowanie, rozwody,  małżeństwo z obłąkaną, sławę, etaty w pulpowych magazynach z fantastycznonaukowym  porno. Świat jego prozy nie jest do końca zmyślony,  ale trudno w niego uwierzyć, bo dzisiaj takich biografii już nie ma.  Jeden z bohaterów "Hokus Pokus" znajduje się na boisku, kiedy na Hiroshimę  upuszczona została bomba atomowa. Piłka wpada do rowu.  Nasz piłkarz schyla się po nią, a po wyprostowaniu odkrywa, że jego kolegów, bramki i wszystko inne zmiotła fala uderzeniowa. Powieści  hazardowe. Obstawiacie?

Sięgnij też po "Przygody Tomka Sawyera" Marka Twaina lub "Paragraf  22" Josepha Hallera.

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...

Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.