MAG. / KOMIKS/KSIĄŻKA
LEM
LEM
POCZET PISARZY RÓŻNYCH
Tekst: Filip Szalasek    
2010.11.23
Sprawdzonym sposobem na dodanie pieprzyku ciepłym dniom roku jest wakacyjny romans, ale również zimą przyda się interesujące towarzystwo. Odwrotnie niż w poprzednim odcinku cyklu szukamy kompanii mroźnej, odhumanizowanej i surowej.

Wakacyjne single wydają się tym bardziej efemeryczne, jeśli widzieć je ujęte w klamrę dwóch zim: tej, którą wyparły, i tej niepowstrzymanie nadchodzącej. Druga prowokuje do odświeżenia płyt, które zdefiniowały pierwszą: minimalnego techno Panthy du Prince'a czy skrycie humanistycznego dubstepu Ikoniki. Cykliczny wysyp lodowatych albumów inspiruje arktyczna klasyka: "Stalker" Artemieva, dyskografie Biosphere, Oöphoi czy Loscil. Literackim kontekstem tej muzyki, równie dobrym jak następstwo pór roku, mogą być powieści Stanisława Lema, bardzo osobne, chłodno odizolowane od reszty literatury polskiej i ogółu fantastyki. To nie tylko szkolne "Bajki robotów". Paradoksalnie trzeźwość i chłodny racjonalizm pozwalają naszemu czołowemu fantaście na opisywanie wydarzeń stanowiących podstawę zabobonu, margines racjonalnej myśli. Nie wolno przegapić świetnego opowiadania "Maska", w którym Lem (IQ 165) rozprawia się z miłością i ku pokrzepieniu serc przegrywa. Bez wątpienia jednak to powieści stanowią meritum jego twórczości.

"Eden" to klasyczna dla science fiction opowieść o rozbitkach na bezludnej planecie. Niepokój generują początkowo równinne przestrzenie i suche lasy pełne tajemniczych stworzeń. Napięcie potęgują opustoszałe manufaktury z zaangażowaniem perpetuum mobile produkujące części bezużytecznych, przypominających żywe organy, mechanizmów. Jak na Lema bardzo poetyckie opisy pozaziemskiej scenerii kojarzą się także z obcością obrazów Beksińskiego. Kulminacja następuje na cmentarzysku cywilizacji Edenu, uśpionej tylko do czasu. Thriller antropologiczny szybko awansuje na jedyną etykietkę zdolną w pełni opisać tę prozę, ze strony na stronę oddalającą się od zapraszającego nastroju powieści przygodowej dla młodzieży. Podejmowane przez zagubionych kosmonautów nieśmiałe próby dedukcji na temat kultury skrytych obcych, jej celów i potrzeb odzwierciedla kontakt z albumami Autechre lub 6 Supersilent - jakby specjalnie kaleczącymi język, którym dotychczas dogadywaliśmy się z muzyką.

Czy istnieje ilustracja Oceanu - głównego bohatera "Solaris" - lepsza od wywołującego głęboką fazę snu bezosobowego ambientu. Medytacyjne pejzaże Biosphere, podobnie jak niesamowity wytwór fantazji  Lema, wydają się równo oddychać, pewne swojej nienaruszalności. Płynny monolit pokrywającego całą planetę cytoplazmatycznego morza wywołuje u gości z Ziemi halucynacje niezwykłe, bo namacalne. Ocean faktycznie materializuje ich wspomnienia i tęsknoty, eksperymentując na potrzebach ludzi tak, jak oni testują jego wodniste ciało. Kontakt z obcą formą inteligencji daje efekty jeszcze mniej imponujące niż pobyt na Edenie. Wysunięta pod koniec powieści hipoteza na temat natury Oceanu sugeruje, że prawda o nieznanym może okazać się infantylna, podobnie jak wzniosła muzyka, do złudzenia przypominająca sanktuarium, jest tylko efektem manipulowania gałkami zabawek generujących dźwięk.

Akcja "Głosu Pana" umiejscowiona jest na Ziemi, ale nie zwalnia jej to z obnoszenia niepokojących stygmatów: odizolowani od świata w utajnionej bazie, naukowcy z całego świata próbują rozszyfrować przekaz nadany za pośrednictwem pasma neutrin przez kosmitów lub może nawet kosmos we własnej osobie. Przypadkowo udaje im się wpaść na trop teleportacji, wynalazku przełomowego, ale wydającego się być tylko wisienką na torcie, którego pełną recepturę dekoduje na równych prawach czytelnik. W "Śledztwie", czarnym kryminale s.f., do nakreślenia atmosfery dreszczowca wystarcza Lemowi seria morderstw spędzająca sen z powiek staroświeckiego detektywa. Kolejne trupy chadzają własnymi ścieżkami, dosłownie. W tajemniczy sposób przemieszczające się i doznające przemian, oziębłe ciała zdają się być założonymi na Ziemi ruchomymi filiami lodowatego kosmosu. Do złudzenia przypominają płyty, których czas nastaje dopiero z pierwszą mroźną zawieruchą.

Sięgnij też po: "Ubika" Philipa K. Dicka lub "Aldebarana" i "Betelgezę" Luiza Eduardo de Oliveiry.

GALERIA

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...

Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.