Ludzie nie wytrzymali. Nie mogli już czekać, aż siły prawa i sprawiedliwości pochwycą zbiegłego boskiego markiza. Pierwsza egzekucja de Sade’a odbyła się zaocznie, en effigie – publicznie znęcano się na portrecie prowodyra afery cukierków kantarydowych. Już wcześniej na wolność Donatiena Alphonse’a czyhała teściowa, zbulwersowana treścią czynionych przezeń zapisków. Dopiero jednak przypadkowe otrucie czterech dziwek nieprawidłowo spreparowanym kantarydem – afrodyzjakiem z majki lekarskiej, popularnie zwanym hiszpańską muchą, zwróciło uwagę opinii publicznej na demona nawiedzającego upudrowany ancien régime.
Łapią go, ale ucieka, zamykają go, ale wychodzi. W międzyczasie podburza lud apelami głoszonymi przez tubę z okien Bastylii, biczuje tyłeczki pokojówek, ratuje życie wrogo nastawionej teściowej i oczywiście pisze, pisze, pisze. Trochę to uwłaczające dla współczesnych, którzy w filmach i internecie widzieli już wszystko, że muszą sięgać niemal 300 lat wstecz po wzór dobrego skandalu. Takiego stężenia kuriozalnego erotyzmu jak w „120 dniach Sodomy” ze świecą szukać pośród dzisiejszej pornografii. Sade to Warhol perwersji. W odciętym od świata zamku Silling u schyłku panowania Ludwika XIV czterech libertynów wysłuchuje snutych przez cztery prostytutki bajek 1000 i jednego porno. Królowe kurtyzan, panie Duclos, Champville, Martaine i Desgranges opowiadają pikantne anegdoty z burdeli, a kiedy któraś szczególnie przypadnie zbereźnikom do gustu, natychmiast jest realizowana przez 42 niewolników obojga płci i obu biegunów urody. Film Paola Pasoliniego („Salò, czyli 120 dni Sodomy”), zrealizowany na podstawie tego sławiącego parafilię, nekrofilię, pedofilię i gwałt dzieodcinek, do dziś zakazany jest w 40 krajach, a jego oryginalna wersja została wyświetlona wyłącznie w Japonii. Mimo że obraz jest tylko nikłym odpryskiem rozłożonego 200 lat wcześniej wachlarza obsceniczności, natychmiast wyczuwa się efekt Sade’a. Nie przez przypadek reżyser umieścił akcję swojej interpretacji „120 dni…” w realiach II wojny światowej. Poza oczywistą kontrowersją katalogu seksualnych aberracji boski markiz szokował artystów XX wieku także przeczuciem totalitaryzmów. Zamknięta przestrzeń zamku Silling przypomina przecież obóz koncentracyjny: ludzie jak przedmioty, odhumanizowane instynkty, niemożność ucieczki i kompletnie odwrócona moralność.
Dozwolona jest każda sodomia i tylko sodomia – motto libertynów z Silling góruje nad twórczością markiza, szczególnie wyraźny oddźwięk zyskując w „Historii Julietty”, świetnie zapowiadającej się cnotliwej nastolatki, która tuż po wyjściu z klasztoru zaczyna piąć się po szczeblach kurewskiej kariery. Brzydkie słowo, ale tylko dzięki niemu można w przybliżeniu oddać dosadność humoru przesycającego dzieło Sade’a, dodatkowo tworząc kontrast dla romantycznej powieści drogi w listach – „Alina i Valcour”. Valcour, rzucany na przemian między bezwzględnych kanibali i święte utopie, poznaje realia opuszczonego przez Boga świata, niestety oddzielony od ukochanej Aliny, która z kolei bezwiednie, acz niepowstrzymanie przyciąga mężczyzn, poznając wszystkie odsłony żądzy.
Czy kochankowie spotkają się jeszcze kiedyś? Rozstrzygnięcie de Sade pozostawia czytelnikowi, dręcząc ciągle od nowa swoim ulubionym pytaniem: „Dlaczego zło pławi się w luksusach i respekcie, podczas gdy dobro musi przegnić swoje w Bastylii i zapomnieniu, zanim ktokolwiek uzna je w końcu za całkiem interesujący pomysł na życie?”.
Przez 200 lat starano się wymazać wszelki ślad istnienia Sade’a, ale XX wiek postarał się o jego wskrzeszenie. Od niedawna dopiero można spożytkować Donatiena w roli myśliciela i ideologa, zrozumieć jego dzieło inaczej niż jako esencję zgorszenia. Stał się pełnoprawnym filozofem, a jego sadyzm – światopoglądem jednocześnie ostrzegawczym i fascynującym. Dzisiaj, po lekturze „Niedoli cnoty” i „Zbrodni miłości”, trudno zrozumieć XVIII-wieczne polowanie na Donatiena. Obie opowieści epatują otwarciem wyobraźni na niesamowite wizerunki piekła na ziemi, są karykaturalnie brutalne, ale morał jest jasny i czysty, choć uparcie przybiera formę pytania: „Dlaczego dobro przegrywa?”. Wyrażoną losami katowanej i prześladowanej Justyny wątpliwość markiza próbowały rozwikłać takie umysły jak Bataille czy Klossowski i nie udało im się stworzyć wiele więcej niż kolejne przyczynki do barwnego portretu Sade’a. Sięgnij też po „Pamiętniki Fanny Hill” Johna Clelanda lub „Dzieła
zebrane Sally Mary” Raymonda Queneau.





















Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...