Na pierwszy, drugi i trzeci rzut oka Bydgoszcz nie ma wielu atutów - ani to królewski Kraków, ani prężny Wrocław, nie mówiąc już o stołecznej Warszawie. Nie dość, że geograficznie miasto zawisło gdzieś między Trójmiastem, Poznaniem i Łodzią (w swojej historii często wchodziło w obręb jednego z województw dowodzonych przez te miasta), to jeszcze tuż obok leży Toruń, z którym wiecznie musi walczyć o przywództwo w regionie. No i nie oszukujmy się - gotycki Toruń jest miastem o niebo piękniejszym od przemysłowej Bydgoszczy, a w tradycji swej szczyci się Kopernikiem, niezłym Uniwersytetem i planetarium. Czym zatem może wygrać Bydgoszcz Otóż jest kilka argumentów na rzecz dawnego Bromberga. Po pierwsze jest liczniejsza, to na pewno. Bydgoszcz lubili też komuniści, przeciwstawiając inteligenckość Torunia prężnej klasie robotniczej Bydgoszczy i tę proletariackość też warto wykorzystać. Bo ona promieniuje świeżą energią, a energia ta nareszcie znajduje ujście. Od kilku lat Bydgoszcz konsekwentnie stawia na kulturę, dzięki czemu ociepla swój wizerunek.
Niedawno jeszcze sama nazwa miasta była przedmiotem dowcipów i oznaczała miejsce, w którym kompletnie nic się nie dzieje. Stąd Bydgoszcz może poszczycić się szeroko rozpowszechnioną diasporą, bo migracje odbywały się raczej "z" niż "do". W każdym większym kulturalnym ośrodku w kraju (i nie tylko) znajdzie się niejeden uzdolniony człowiek z Bydgoszczą w życiorysie. Bo jest to miasto, podobnie jak Szczecin czy Lublin, które wydało wielu ciekawych ludzi, nie potrafiąc ich zatrzymać na dłużej. Ostatnio jednak pojawia się coraz więcej powodów by tam zostać. Wydaje się, że po latach odrzucenia Bydgoszcz nabierała wiatru w żagle. Emilia Walczak, koordynator bydgoskiego klubu "Krytyki Politycznej" tłumaczy to tak: "absolwenci bydgoskich uczelni po skończeniu studiów z kulturobiorców grupują się w kręgi kulturotwórcze i chcą robić coś pozytywnego. Czuje się, że coś się zmienia i pomału zaczyna się tu mieszkać fajnie. Choć nadal głównym synonimem miasta pozostaje dziura".
Dźwięki muzyki
Właśnie w takich miejscach jednak rodzą się zjawiska interesujące i wygląda na to, że Bydgoszcz przejął schedę po Śląsku, czy jak ktoś woli po Trójmieście i, przynajmniej na polu muzyki jest dziś prawdziwą wylęgarnią talentów. Przykładów jest wiele. W lutym i marcu przez Polskę z trasą koncertową przetoczyła się bydgoska kapela George Dorn Screams. Frekwencja była niezła, co wcale nie jest tak częste gdy koncertuje młoda, średnio jeszcze znana grupa. Jest to zapewne zasługą ich drugiej, świetnie przyjętej płyty "O'Malley's Bar". GDS swoimi utworami eksplorują te mroczniejsze strony mocy, ale ich przyciężkawe brzmienie łagodzi wokalistka Magda Powalisz. Sama jednak też nie wygląda na najweselszą osobę na świecie i trudno powiedzieć czy należy obwiniać za to miasto. Innym odświeżającym odkryciem jest Popo, którzy wyrastają na wielką nadzieję polskiej sceny indie i wymieniani są jednym tchem z Kumką Olik, Rotofobią i Out of Tune. Grają szczerego nastoletniego rocka, ale ostatnio sporo flirtują też z elektroniką. Oczywiście także są z Bydgoszczy. Tak zresztą jak czterech chłopaków z 3Moonboys, którzy są jeszcze stosunkowo najmniej znani, ale ich brzmienie budzi wielkie nadzieje. Zwraca uwagę, że wszystkie te kapele śpiewają po angielsku. Może to oznaczać, że w Bydgoszczy jest dużo dobrych anglistów, ale wskazuje także na kierunek inspiracji.
Zjawiska takie rzadko rodzą się w próżni. Bydgoszcz zdecydowanie nie jest najbardziej optymistycznym miastem na świecie, a industrialna sceneria bardzo pomaga w rodzeniu się tak frustracji, jak i talentów. Przykładem może być angielski Manchester, gdzie wyrośli Joy Division, James czy The Smiths albo polskie Mysłowice, których zapadłość na muzykę przetworzyli Myslovitz i Negatyw. Teraz widać nadszedł czas Bydgoszczy, gdzie nastąpił prawdziwy wysyp interesujących kapel. Bo prócz George Dorn Screams, Popo czy 3Moonboys, dobrych sygnałów jest więcej. Coraz głośniej robi się o duecie Twilite, których debiutancką płytę "Bits & Pieces" wyróżnia dobry smak i wielka klasa zawartych na niej raczej melancholijnych utworów. Skromna muzyka, sporo talentu i wciąż niewyeksploatowane w Polsce tereny muzyki związanej z prądem folkowym. Rafał Bawirsz i Paweł Milewski są wprawdzie przykładem diaspory olsztyńskiej - tam razem studiowali, potem życie rzuciło ich do Dublina, może więc dlatego "Bits & pieces" brzmi nieco jak ścieżka dźwiękowa do irlandzkiego filmu "Once" Ale nagrywają właśnie w województwie kujawsko-pomorskim. Dlaczego tam Bo pod Bydgoszczą zgromadziła się niezwykle dobra energia muzyczna, ale są także miejsca i ludzie, którzy potrafią tę energię wykorzystać.
Gdzie pukać
By wyrazić frustracje i rozwinąć talenty potrzebne są bowiem miejsca lub instytucje, gdzie można się spotkać, wymienić doświadczenia i razem twórczo popracować z interesującymi ludźmi. Takim miejscem w Bydgoszczy bezsprzecznie jest klub "Mózg", który od połowy lat 90. stał się głównym ośrodkiem polskiego yassu. Z klubem związane były takie osoby jak Tymon Tymański, Mikołaj Trzaska czy Kazik Staszewski. Dziś klub jest otwarty na młode pokolenie i nowe nurty. W podziemiach "Mózgu" mieści się studio nagraniowe, a u góry spora sala koncertowa, która nie raz już gościła wymieniane wcześniej zespoły oraz mnóstwo innych. Od czterech lat w klubie odbywa się też wciąż rozrastający się festiwal "Muzyka z Mózgu". Właściciele stawiają także na sztuki wizualne i słowo. Właśnie tak powinien wyglądać klub z prawdziwego zdarzenia ze swoją kulturotwórczą rolą niczym dawniej w Manchesterze "Hacienda" Tony'ego Wilsona, symbiotycznie powiązana z "Factory Records" i kulturą rave.
W ostatnich latach wyrosło kolejne miejsce, które mocno wspiera młodych, zdolnych, kujawsko-pomorskich. To Electric Eye Studio w Szubinie pod Bydgoszczą, gdzie pukają dziś najzdolniejsi młodzi artyści, chcąc zrealizować tam swój materiał (Twilite i George Dorn Screams właśnie tam nagrali swoje płyty). Miejsce ma ciekawą genezę. Gdy cofniemy się do muzycznych klimatów późnych lat 90. zapewne przypomni się jedna z najciekawszych wówczas polskich kapel - Something Like Elvis. To właśnie po jej rozpadzie część zespołu założyła grupę Potty Umbrella, a reszta sładu w postaci Bartka i Kuby Kapsów - projekt Contemporary Noise Quintet (który przerodził się później w Contemporary Noise Sextet). Ale by móc wydawać swoje rzeczy, bracia założyli coś jeszcze - ElectricEye Records. W niewielkim Szubinie otworzyli studio nagraniowe, do którego pielgrzymują dziś artyści z całej Polski. ElectricEye Studio właśnie swoją peryferyjnością potrafi wyciszyć rozemocjonowanych muzyków i odkryć w nich inne, nieznane wcześniej pokłady wrażliwości, a kompetencje braci Kapsa gwarantują najlepszą jakość brzmienia.
W Bydgoszczy pojawia się też coraz więcej ciekawych imprez kulturalnych, by wymienić chociażby odbywający od dwóch lat, listopadowy Lo-fi Festival, który w zeszłym roku zgromadził nie tylko czołówkę młodych zdolnych z kraju, ale i zaprosił takich artystów jak Mugison z Islandii czy norweski Flunk. I była to impreza, która odwrotnie do tendencji emigracyjnej, przywiała do Bydgoszczy publiczność z innych miast. W nurt stawiania na nowe i alternatywne, co bardzo się chwali, włączyły się same władze Bydgoszczy. To ewenement, bo zazwyczaj młodzi poszukujący artyści nie mogą liczyć na urzędy i rady miast, okupowane przez zaprzysięgłych zwolenników garniturów. Ale wreszcie coś się zmienia. Może Bydgoszcz jest taką mikro-Polską, na przykładzie której widać, że w końcu w naszym kraju żyje się bez obciachu. Bo w ciągu ostatnich 10 lat wzrosło nie tylko PKB, ale także jakość życia polepszyła się o niebo, a ją mierzy się nie tylko pieniędzmi. Raz, że w urzędach zrobiło się przyjemniej i dziś zazwyczaj jest się już tam klientem, nie intruzem. Dwa - nie trzeba też już wyjeżdżać z Polski by zobaczyć na żywo gwiazdy światowego formatu (Morrissey, Madonna, Depeche Mode), czy te bardziej niszowe (The Teenagers, Emiliana Torini, Aphex Twin). Ponad wszystko, wreszcie zaczynamy przyglądać się też naszym młodym, bo wielu z nich wyrośnie na bardzo twórczych artystów, a co niektórzy staną się naprawdę wielcy. I może właśnie teraz robią coś interesującego w Bydgoszczy.

























Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...