Przyzwyczailiśmy się do goszczących w Polsce międzynarodowych gwiazd. Te pławiące się w sławie i luksusach, jak Depeche Mode czy U2, grywają u nas regularnie, co roku odhaczamy też tych, którzy gościli po raz pierwszy (ostatnio Madonna, Kylie, Kings of Leon). Scena niezależna również pozamiatała już resztki strzępów żelaznej kurtyny. Nie tylko polscy artyści, tacy jak Warsaw Village Band czy Pati Yang, częściej koncertują w Stanach i rozmaitych europejskich miastach niż w kraju, ale i zagraniczni offowi artyści pierwszego sortu nie omijają już naszych klubów. Przeciwnie – wypowiadają się z uznaniem o ich aurze. Co miesiąc zdarza się co najmniej kilka koncertów ważnych wykonawców, którzy z racji kameralnej oprawy nie przebijają się do „Faktów”, ale dla fanów nurtu czy danego artysty są prawdziwymi wydarzeniami. W grudniu fani brooklyńskich nowych brzmień będą mogli zobaczyć modny synthpopowy duet Matt & Kim, a wielbiciele szwedzkiej sceny – punkrockową grupę The Sounds. Wszystko to jakby nigdy nic odbędzie się środowego wieczoru 9 grudnia w poznańskim Eskulapie w ramach Poznań Alternative Fest. Warto tam być, bo od razu potem obie kapele wyruszają koncertować dalej do Austrii i Niemiec.
Matt & Kim mogliby być dziećmi Davida Stewarta i Annie Lennox, porzuconymi w USA podczas trasy Eurythmix. Choć nigdy się do tego nie przyznają, geny mówią same za siebie – podobnie jak rodzice hołubią elektronikę, chwytliwe melodie i proste sprawy, o których śpiewają. Różnica jest tylko taka, że tym razem to męski wokal Matta wysuwa się na pierwszy plan. Mieszkają i tworzą na hipsterskim, nowojorskim Brooklynie i wszystko robią sami wedle zasady, że troje to już tłum. W ten sposób nagrali już dwie płyty, a na tegorocznej – świetnej „Grand” – znalazł się przebój „Daylight”, który usłyszeć można też w polecanym przez nas w tym miesiącu filmie „500 dni miłości”. The Sounds to natomiast istniejąca już dziesięć lat grupa, czerpiąca garściami z tradycji punkrockowej. Choć powołują się na The Clash, to z racji szwedzkiej specyfiki – łagodniejsze od huliganów z Anglii – i wokalu złotowłosej Maji Ivarsson porównywani są raczej do nowojorskiej legendy uczesanego już punku – Blondie. Koncertowej energii jednak im nie brak, więc mogą być i nieślubnymi wnuczętami Debbie Harry.
Koncert zbiega się z obchodami 30-lecia Eskulapu, kultowego poznańskiego klubu studenckiego, gdzie gościły największe gwiazdy jazzowe i rockowe odwiedzające stolicę Wielkopolski. Klub odgraża się, że prawdziwe życie tak naprawdę zaczyna się po trzydziestce. Wszyscy mamy taką nadzieję.
Matt & Kim mogliby być dziećmi Davida Stewarta i Annie Lennox, porzuconymi w USA podczas trasy Eurythmix. Choć nigdy się do tego nie przyznają, geny mówią same za siebie – podobnie jak rodzice hołubią elektronikę, chwytliwe melodie i proste sprawy, o których śpiewają. Różnica jest tylko taka, że tym razem to męski wokal Matta wysuwa się na pierwszy plan. Mieszkają i tworzą na hipsterskim, nowojorskim Brooklynie i wszystko robią sami wedle zasady, że troje to już tłum. W ten sposób nagrali już dwie płyty, a na tegorocznej – świetnej „Grand” – znalazł się przebój „Daylight”, który usłyszeć można też w polecanym przez nas w tym miesiącu filmie „500 dni miłości”. The Sounds to natomiast istniejąca już dziesięć lat grupa, czerpiąca garściami z tradycji punkrockowej. Choć powołują się na The Clash, to z racji szwedzkiej specyfiki – łagodniejsze od huliganów z Anglii – i wokalu złotowłosej Maji Ivarsson porównywani są raczej do nowojorskiej legendy uczesanego już punku – Blondie. Koncertowej energii jednak im nie brak, więc mogą być i nieślubnymi wnuczętami Debbie Harry.
Koncert zbiega się z obchodami 30-lecia Eskulapu, kultowego poznańskiego klubu studenckiego, gdzie gościły największe gwiazdy jazzowe i rockowe odwiedzające stolicę Wielkopolski. Klub odgraża się, że prawdziwe życie tak naprawdę zaczyna się po trzydziestce. Wszyscy mamy taką nadzieję.





















Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...