MAGAZYN / SPORT
TO MNIE NAPĘDZA
TO MNIE NAPĘDZA
TANNER HALL
Tekst: Jacek Będkowski    
2010.02.13

Urodzony w Montanie Tanner Hall jest najbardziej wpływowym freeskierem na świecie. Wielokrotnie zwyciężał w zawodach X Games, występował w niezliczonych produkcjach filmowych czołowych wytwórni związanych z freeskiingiem, a jego styl wyznaczył standardy w ewolucjach narciarskich. ten 26-latek jest też współwłaścicielem kultowej marki Armada, pierwszej firmy narciarskiej założonej i kierowanej przez zawodników.


Czy życie zawodowego narciarza jest naprawdę jak spełnienie marzeń?

Oczywiście, podróżowanie przez cały rok, spędzanie mnóstwa czasu ze znajomymi i po prostu dobra zabawa przez cały rok jest idealnym sposobem na życie… z dodatkiem ogromnej ilości ciężkiej pracy!

Wszystko zaczęło się, jeszcze zanim powstała Armada – firma, którą współtworzyłeś. Jak praca z innymi markami doprowadziła do tego, że zaangażowałeś się w budowanie własnej?

Czułem, że nadszedł czas, by zrobić coś nowego w światku narciarskim. Jeździłem dla dużych producentów sprzętu, gdzie byłem na samym dole listy osób, którymi należy się zająć. Kiedy pojawiła się Armada, miałem ochotę i siłę, by zrobić wszystko co możliwe dla rozkręcenia i umocnienia tej firmy.

Jaka jest właściwie twoja rola w Armadzie? Stanowisko, które zajmujesz, jakoś się nazywa? Szef departamentu jazdy w puchu?

Jestem współwłaścicielem firmy, a moją główną rolą jest zwrócenie jak największej uwagi na nowe produkty między innymi poprzez moją jazdę na nartach. Oczywiście z upływem czasu moja pozycja się zmieni i zbliżę się bardziej do biznesowej strony całego przedsięwzięcia, gdzie także postaram się pomóc odnieść firmie jak największy sukces.

Przechodzisz właśnie rehabilitację – podczas jednej z wiosennych sesji filmowych uszkodziłeś sobie oba kolana. Jak idzie leczenie?

Nie mogłoby być lepiej. Leczenie przebiega w niesamowitym tempie, odzyskałem już pełen zakres ruchów w obu kolanach i pracuję teraz nad siłą. Wracam na narty w okolicach czerwca. Biorąc pod uwagę, jak poważna była to kontuzja, tylko Jah wie, że wrócę silniejszy niż kiedykolwiek.

Nie jest to twoja pierwsza poważna kontuzja. Każdy freeskier pamięta wypadek podczas kręcenia switch 900 na potężnej skoczni. Ktoś już ci mówił, że na starość będziesz miał przerąbane?

Ludzi mówią mi takie rzeczy, ale ja ich nie słucham. Mamy tylko jedno życie i uważam, że powinniśmy wykorzystać je najlepiej, jak potrafimy.

A co ze strachem? Czasem, gdy ktoś ulegnie poważnej kontuzji, musi walczyć z własnymi ograniczeniami, zanim wróci do pełni formy.

Ja nie muszę walczyć ze strachem. U mnie jest to walka z brakiem cierpliwości. Po prostu nie mogę się doczekać powrotu w góry – to jest moje miejsce!

Czy kiedykolwiek zastanawiałeś się, jak długo jeszcze będziesz jeździł i startował w zawodach?

Tak. Myślę, że będę jeździł tak długo, jak pozwoli mi na to moje własne ciało. Oceniam, że będzie to jeszcze dziesięć lat.

Armada jest chyba jedyną firmą oferującą nartę nadającą się wyłącznie do jazdy w puchu (ARG). Co jest takiego w jeździe
w głębokim, świeżym śniegu?

Tego nie da się wytłumaczyć tak po prostu, szczególnie osobie, która nigdy nie spróbowała takiej jazdy sama. Nie ma uczucia porównywalnego z unoszeniem się w głębokim śniegu i jest to coś, co sprawia, że każdego roku wracam w góry.

Każdego roku wracasz z jakiejś dalekiej wyprawy helliskiingowej lub freeride’owej by pokazać wszystkim, jak powinno się jeździć w pipie na X Games. Niektórzy mogliby pomyśleć, że jeździsz w puchu cały sezon, a potem bez żadnego treningu wygrywasz w największej imprezie zimowej na świecie. Jak właściwie przygotowujesz się do zawodów?

Paradoksalnie jazda w puchu jest najlepszą drogą do przygotowania się przed poważnymi zawodami w pipie. Myślę, że pozwala to na wyluzowanie się i ucieczkę myślami daleko od spraw związanych z współzawodnictwem. Kiedy na tydzień przed X Games wyjeżdżam z najlepszymi przyjaciółmi gdzieś na koniec świata, relaksuję się w sposób, który potem pozwala mi się maksymalnie skupić.

Które ze swoich licznych zwycięstw zapamiętałeś najlepiej? Które z nich sprawiło, że uśmiechałeś się przez cały tydzień?

To było w 2004 roku, kiedy Pep Fujas skoczył switch 900 na sam dół zeskoku. Mój dziadek umarł tydzień wcześniej i jedną z ostatnich rzeczy, jaką mi powiedział, było to, że chciałby, bym wygrał dla niego. Podziałało!

Jesteś jednym z najlepszych, jeżeli nie najlepszym narciarzem freestyle’owym jeżdżącym w halfpipie. Co sądzisz o pomyśle wciągnięcia tej dyscypliny na Igrzyska Olimpijskie?

Byłem zwolennikiem tego pomysłu, ale po doświadczeniu całej tej polityki i kombinacji przestało mi zależeć. Chcę po prostu przebywać w górach i nie martwić się takimi rzeczami.

Nie myślałeś nigdy, że takie posunięcie zrobiłoby z freeskiingu sport podobny do oldschoolowego freestyle’u na muldach? Nie obawiasz się, że potrzeba określenia wszystkiego zasadami zabije ducha freeskiingu?

Niestety, podzielam te obawy. Są to sprawy, o których kiedyś myślałem inaczej, ale im więcej o tym myślę, tym bardziej zauważam negatywny wpływ podobnych działań na nasz sport. Ale jest to tylko moja prywatna opinia.

Z drugiej strony jest to jeden z przejawów ogólnego działania na rzecz rozwoju dyscypliny. Jedni chcą halfpipe’u na igrzyskach, inni po prostu wymyślają nowe triki. Czy zastanawiałeś się kiedykolwiek, skąd ta potrzeba ciągłego przekraczania barier?

Nie ma granic rozwoju i tego, jak daleko możemy pójść. Im bardziej kreatywni stają się młodzi narciarze, tym dalej idziemy. Ten głód i potrzeba ciągłego rozwoju sprawiają, że uczymy się nowych trików, zjeżdżamy po najtrudniejszych zboczach albo robimy coś, czego nigdy nie próbowaliśmy. To po prostu stan ciągłej ewolucji i on wyznacza kierunek rozwoju freeskiingu.

Czy w czasie zawodów, kiedy rywalizujesz z innymi, ta potrzeba przełamywania własnych barier zostaje zastąpiona przez
potrzebę bycia lepszym niż inni?

Nie dla mnie. Rywalizuję z samym sobą i nie mam nic więcej nikomu do udowodnienia, jeżeli chodzi o zawody. Dlatego teraz, jeżeli już startuję w zawodach, to staram się po prostu, by mój kolejny przejazd był lepszy od poprzedniego. To jest to, co mnie napędza.

Były takie czasy, kiedy zrobienie tricku na switch wystarczało, by wygrać zawody. Potem Jon Olsson wprowadził double tricki, a teraz mamy erę double corków. Co dla ciebie jest ważniejsze, trudność triku czy styl?

Oczywiście, że styl. Inna sprawa, że wiele dzieciaków wykonuje double w pięknym stylu. To szalone, każdy daje coś z siebie. Dlatego dla mnie teraz ważniejsze stało się bycie kreatywnym na całej górze, nie tylko na skoczni w snowparku.

Jest tyle dzieciaków, które potrafią wykonywać stylowe i trudne triki. Potrafisz wskazać osobę, na którą wszyscy powinni zwrócić uwagę?

Phil Casabon. Jest młodym riderem Armady i jest niesamowity. Ma superstyl i rzeczywiście zaczął wyrabiać sobie nazwisko, szczególnie dzięki wynikom w zawodach, gdzie rywalizuje z najlepszymi, i jego segmentom w filmach Level 1.

Z kolei twój segment możemy obejrzeć w tegorocznej produkcji Poor Boyz Productions. Jak zwykle w tle można usłyszeć klimatyczne kawałki reggae. Ma to związek z twoją przyjaźnią z muzykiem znanym jako CaliP.

Pracujemy razem już od pięciu lat i mamy zaplanowane kilka dużych projektów na przyszłość. Uwielbiam jego muzykę i zrozumienie dla nas, narciarzy. Dogadujemy się, choć pochodzimy z dwóch całkowicie różnych światów.

Muzyka pełni ważną rolę w twoim życiu?

Muzyka jest życiem, muzyka jest miłością!

Wróćmy jeszcze do filmu Poor Boyz. Wynika z niego, że najważniejsze jest, by dobrze się bawić, jeżdżąc na nartach. Bawisz się tak samo dobrze jak dziesięć lat temu?

Bawię się nawet lepiej! Jazda na nartach to najlepsza rzecz na świecie i każdego dnia dziękuję Bogu, że robię to, co robię.

Nie jest to trudne po tylu latach profesjonalnej kariery? Widziałeś już wszystkie ośrodki, snowparki.

Jeżeli jest gdzieś śnieg, jestem zdrowy i mam swoje narty, istnieje masa możliwości, by się dobrze bawić, być kreatywnym i znaleźć sposób, by zrobić coś z niczego.

To może kiedyś przyjedziesz do Polski?

Wszystko jest możliwe. Chętnie pośmigałbym po waszych górkach – wyglądają pięknie.

SŁOWNIK


Freeskiing – nazwa używana do odróżnienia dyscyplin takich jak freestyle narciarski i freeride od narciarstwa alpejskiego i tradycyjnych dyscyplin freestyle’owych, np. jazdy po muldach i akrobacji.

Freestyle – przeróżne ewolucje (salta i obroty) wykonywane na skoczniach, a także na specjalnie przygotowanych poręczach i innych przeszkodach.

Halfpipe – jedna z nowych konkurencji freestyle’owych, polegająca na jeździe w śnieżnej rynnie. Zawodnik wykonuje ewolucje, wyskakując ponad krawędzie przeciwległych ścian.

Freeride – jazda na nartach poza trasami w świeżym i głębokim śniegu.

Helliskiing – odmiana freeride’u, w której do dostania się na szczyty gór używane są helikoptery.

Switch – jazda na nartach tyłem.

Switch 900 – ewolucja freestyle’owa polegająca na najeździe i wybiciu ze skoczni tyłem oraz wykonaniu dwóch i pół obrotu wokół własnej osi.

Double trick – zawodnik w czasie jednego skoku wykonuje ewolucję dwukrotnie, np. dwa salta do tyłu.

Double cork – jeden z rodzajów double tricków.

X Games – igrzyska zimowych sportów ekstremalnych. Największe i najważniejsze tego typu zawody na świecie.

Muldy – ang. moguls, jedna z tradycyjnych dyscyplin freestyle’owych, która znajduje się w programie Igrzysk Olimpijskich.

GALERIA

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...

Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.