W ostatnim czasie Elton odnalazł się w nowej roli. Po wielu chudych latach, spędzonych na nagrywaniu koszmarnych radiowych konfekcji, zrozumiał wreszcie, że już wiele nie musi. Że status żywej legendy pozwala mu robić i mówić wszystko. Elton podszedł do swojej misji inaczej niż inni. Choć walczy o ważne sprawy, nie stroi się w piórka moralnego autorytetu, jak Bono, Sting czy Bob Geldof. Zamiast dołączyć do grona szacownych, nadętych bufonów, wybrał rolę zgryźliwego tetryka, komentującego rzeczywistość z dozą zjadliwej ironii. „Wciąż mógłbym cię wciągnąć jedną dziurką” – odparował Lily Allen, gdy ta wypomniała mu wiek podczas ceremonii GQ Awards dwa lata temu. Nie oszczędził nawet Madonny, której wypomniał śpiewanie z playbacku. „Wiem, że przez to wypadnę z jej listy bożonarodzeniowej, ale każdy, kto kasuje 75 funtów za koncert i nie śpiewa na żywo, powinien zostać zastrzelony” – ogłosił, gdy dowiedział się, że stara przyjaciółka jest nominowana do nagrody za najlepszą trasę koncertową. Przedstawiciele Madonny od razu zapewnili, że nawet po tej tyradzie otrzyma kartkę świąteczną. Dłużej trwała kłótnia z George’em Michaelem, którego Elton mocno krytykował za publiczne opowieści o dobrodziejstwach palenia trawy i anonimowego seksu. Jednak i ten spór skończył się po dobroci, bo przecież Elton miał czyste intencje. Wiek i doświadczenie zmieniły go w rodzaj wścibskiej matrony show-biznesu – starej kwoki natarczywie opiekującej się niesfornymi pisklętami. Ilekroć któraś z gwiazd popada w kłopoty z narkotykami, Elton jest na posterunku. Wspomagał radą Kate Moss, Britney Spears, a ostatnio także Eminema, z którym dał pamiętny występ na Grammy w 2001 roku. Ten krok wzbudził wtedy mieszane uczucia, bowiem biały król rapu nie oszczędzał gejów w swoich tekstach. Boy George uznał nawet, że równie dobrze on mógłby wystąpić z Pol Potem, ludobójcą z Kambodży. Elton przekonywał, że wroga trzeba nawracać.
Najsłynniejszy prawiczek
Swoje wojny i wojenki Elton toczy z pozycji kogoś, kto widział i przeżył wszystko. Narkotyki, bulimia, seks bez opamiętania. Legenda hedonistycznych lat 70. byłaby niczym bez faceta w połyskliwych kombinezonach i kosmicznych okularach. A wszystko przez chęć odreagowania – jakżeby inaczej – kompleksów z dzieciństwa. Artysta znany jako Elton John urodził się bowiem pod skromnym nazwiskiem Reginald Kenneth Dwight jako jedyny syn niezbyt dobranego małżeństwa. Rodzice rozwiedli się, gdy miał 15 lat, ale wtedy już od czterech lat przebywał na stypendium w prestiżowej Royal Academy of Music. Mimo talentu dorastał w osamotnieniu. Gdy osiągnął pełnoletność, zerwał się ze smyczy. Rzucił szkołę, założył zespół, zmienił nazwisko. Przełom nastąpił jednak dopiero wtedy, gdy Elton odpowiedział na ogłoszenie łowcy talentów z wytwórni Liberty. Ten skontaktował go z tekściarzem Berniem Taupinem... a reszta jest historią. Siedem kolejnych płyt na miejscu pierwszym, dziewięć hitów numer jeden i 16 w Top 10. Odłóżmy jednak statystyki. Wystarczy przypomnieć, co John Lennon powiedział, gdy usłyszał „Your Song”, pierwszy prawdziwy przebój Eltona: „To pierwsza ekscytująca rzecz, która zdarzyła się, odkąd zdarzyliśmy się my”. Lider Beatlesów zapomniał dodać, że to były już nowe czasy i bycie ekscytującym wymagało znacznie więcej wysiłku. Elton był jednak zdeterminowany, by dać publice zupełnie nową jakość. Wychodził na scenę w szortach i kozakach, stawał na rękach i skakał po fortepianie. Przebierał się za Statuę Wolności, Mozarta i Kaczora Donalda, nie oszczędzał na strusich piórach ani na legendarnych podświetlanych okularach z własnym imieniem. Bycie najbardziej połyskliwą z gwiazd w epoce glam rocka mimo łysiny, nadwagi i niskiego wzrostu samo w sobie zasługiwałoby na uwagę, ale Elton nagrał przy tym mnóstwo dobrej muzyki z „Goodbye Yellow Brick Road” i „Captain Fantastic” na czele. Wciągnęło go rockowe życie – ponieważ dziewictwo stracił, będąc już sławnym, w wieku 23 lat, postanowił nadrobić stracony czas. Britney nie była pionierką nawet w tym względzie.
Z lwią grzywą
W 1976 roku wyznał w „Rolling Stone”, że jest biseksualny. Osiem lat później był żonaty. Spirala kłamstw nakręcała uzależnienie od narkotyków i zakupów, a seksoholizm w dobie wybuchu AIDS nie pomagał. Lata 80. to także kreatywny i komercyjny zjazd, który zaprowadził rozrzutnego piosenkarza na skraj bankructwa i zlicytowania połowy majątku w 1988 roku. W końcu jednak Elton rozwiódł się, wyszedł z ukrycia, poszedł na odwyk i zrobił przeszczep włosów. Z bujną grzywą nagrał najlepiej sprzedający się album w karierze – ścieżkę dźwiękową „Króla Lwa”. I choć artystycznie nie wrócił na dawny poziom, to zarobił tyle, by na dobre rozkręcić swoją fundację do walki z chorobą, której uniknął tylko dzięki szczęściu. Dziś na dorocznym balu Elton John AIDS Foundation zbiera miliony, a o wejściówki biją się największe sławy. Noela Gallaghera nie wpuścili. Dziś Elton wciąż regularnie wydaje płyty, ale lepiej sprawdza się jako mentor. Oprócz Lady GaGi, z którą wystąpił na tegorocznych Grammy, do fascynacji jego starymi kawałkami otwarcie przyznają się Scissor Sisters i Mika, a on sam zdradza, że słucha Rufusa Wainwrighta, Ryana Adamsa i Antony’ego Hegarty’ego. Najwyższy hołd złożył mu Justin Timberlake, który w teledysku do „This Train Don’t Stop There Anymore” z 2001 roku zagrał przystojniejszą wersję młodego Eltona. I to mimo tego, że ten ledwie rok wcześniej porównał boysband Justina do… tanich płatków śniadaniowych. Wielkiej kontrowersji nie było. Inaczej niż po tym, jak chlapnął, że jego zdaniem Jezus musiał być „superinteligentnym gejem”. Krucjata przeciw bluźniercy trwała krótko, bo trudno zbyt serio podchodzić do faceta, który właśnie zapowiedział, że sfinansuje film będący skrzyżowaniem kostiumowego romansu w stylu Jane Austen z inwazją obcych. Zaraz po tym, jak nagra odkładany w nieskończoność album z Dr. Dre. Z Eltonem nigdy nie wiadomo.

























Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...