MAG. / ZJAWISKA
JEŚLI NIE Mikołaj TO CO?
JEŚLI NIE MIKOŁAJ TO CO?
CZYLI ALTERNATYWNE SYMBOLE ŚWIĄT
Tekst: Adam Kruk    Ilustracja: Marla Nowakówna    
2009.12.11
Wchłonięcie świąt Bożego Narodzenia przez kulturę konsumpcyjną upowszechniło jeden dominujący wizerunek Świętego Mikołaja przynoszącego prezenty – to stary, gruby dziad z długą siwą brodą i wiecznym uśmiechem na twarzy. Ale walka o obrazy trwa, a popkultura jest usposobiona demokratycznie, zostawia więc miejsce i dla innych świątecznych stworów.
Jeśli nawet Świętego Mikołaja nie obrzydziło rozczarowanie jego nieistnieniem ani cukierkowaci rodzice przebierający się w śmieszne czerwone ciuchy i doklejający sobie sztuczne brody, to skutecznie zrobiła to Coca-Cola. Koncern ten już niemal po Wielkanocy zaczyna lansować wizerunek Santa Clausa, gdzie tylko się da: w telewizji, na plakatach i plastikowych butelkach rozkładających się przez tysiące lat. Takie butelki w zamiejskich sklepach o mniejszych obrotach straszą zresztą okrągły rok. Nic tak nie drażni jak narzucanie wzorców uniwersalnych – bez względu na to, czy mowa o modelu urody, stylu życia czy promowaniu nachalnych ikon. Jak jednak bronić się przed przemocą symboliczną? W ramach ruchu oporu (czy też prostych praktyk antymonopolistycznych) musieli narodzić się antymikołajowie. Mało tego: tacy obecni byli zawsze, jeszcze zanim dziad w brodzie i czerwonej czapce zaczął straszyć na każdym rogu. Trudniej im tylko przebić się w przestrzeni medialnej. Jako że HIRO Free chce stać na straży wartości demokratycznych, nie pozwolimy, by jeden syty typ zdominował całe święta. Dlatego prezentujemy alternatywne symbole świąt.


ZAWSZE NIECH BĘDZIE SŁOŃCE


Przed erą świętego Mikołaja, przed erą Chrystusa nawet, czczono po prostu przyrodę, a pod koniec grudnia, w czasie zimowego przesilenia, świętowano na cześć Słońca, które od tego momentu wydłuża swoją obecność. Symbolika chrześcijańska została nałożona na ten czas wiele później, podobnie jak na inne momenty zmian pór roku (powitanie lata stało się nocą świętojańską, a na wiosnę nałożono Wielkanoc). Starożytny kult Słońca zachował się do dziś w formie choinki (pogańskie drzewko Yule), na której umieszczane są symbolizujące je lampki. Wypatrywanie pierwszej gwiazdki, sylwestrowe iluminacje czy zapalanie świec na wigilijnym stole – wszystko to odsyła do druidycznych rytuałów na cześć Słońca. W mitologii nordyckiej koniec grudnia należał do Thora – boga światła i piorunów, w starożytnym Rzymie odbywały się w tym czasie Saturnalia, podczas których nawet niewolnicy nie musieli pracować, a głowom rodzin składało się woskowe świece i gliniane figurki. Różne ludy czciły przesilenie inaczej, ale sens pozostawał jeden – od tego momentu dzień będzie się wydłużał, a Słońce świecić będzie jaśniej.


ROSYJSKI GWIAZDOR

W XX wieku, gdy zapadła żelazna kurtyna, głównym konkurentem dla wyobrażeń chrześcijańskich i kapitalistycznych stał się Dziadek Mróz – komunistyczny pupil, który wciąż cieszy się niezagrożoną pozycją u naszych wschodnich sąsiadów. Jego żoną jest Starucha Zima, a wnuczką – Śnieżynka. Dziadek Mróz miał oswajać nie tylko ludy tundry i tajgi, ale i te zamieszkujące tereny przed Uralem, z nieludzkimi temperaturami i srogimi warunkami życia. Jednocześnie miał być bardziej demokratyczny, nie odwołując się do symboliki opresyjnej religii. System, który hołubił Dziadka Mroza, okazał się jednak równie opresyjny, więc wiele narodów, gdy tylko mogły wybierać, odrzuciło go na rzecz kuzyna z Ameryki.

ZŁY MIKOŁAJ

W dobie mediokracji dystans geograficzny nie ma już znaczenia i trzeba stanąć do otwartej walki – jak Obcy z Predatorem, Batman z Jokerem czy Luc Skywalker z Darthem Vaderem. Najbardziej znanym antagonistą Mikołaja jest Grinch. Zielony, owłosiony potwór, który wiecznie chce komuś popsuć zabawę, zapowiedział: „Świąt nie będzie!”. Choć dzielnie walczy od 1957 roku, kiedy to pojawił się po raz pierwszy w książeczce dla dzieci Dr. Seussa, a niedawno wizerunku użyczył mu nawet Jim Carrey, wciąż nie może wygrać walki z armią zadowolonych z siebie Santa Clausów.
Należy pochwalić go jednak już za samo rzucenie rękawicy monopoliście. Mikołaj też potrafi być złośliwy. W filmie „Zły Mikołaj” Billy Bob Thorton chlał na umór, kradł i generalnie nie wpisywał się w bożonarodzeniowy klimat. Szczęśliwych świąt nie miał też corocznie przypominany w polskiej telewizji Kevin (Macaulay Culkin) z filmu Chrisa Columbusa. Nie dość, że został sam w domu, to jeszcze bandziorzy próbowali zrobić mu krzywdę i obrabować. Wyszło inaczej. Tradycja złych świąt jest długa. Anglosasi mają Dickensowską „Opowieść wigilijną”, gdzie trzy duchy świąt nawiedzają oziębłego Scrooge’a, by przyprawić go o wyrzuty sumienia.Skandynawowie, wydając Hansa Christiana Andersena, dostali przy okazji „Dziewczynkę z zapałkami”. Tytułowa postać – sierota marznąca podczas sprzedaży świecących kawałków drewna – zagląda szczęśliwym rodzinom w okna, w których iskrzą się wybujałe choinki, i na koniec umiera z zimna. Okrutne, prawda?


ŚNIEGOWE KULE

Większe od Grincha szanse w nierównej walce o świąteczną symbolikę ma już Bałwanek. Śniegowy stwór jest może nieco głupkowaty, ale pozostaje największym konkurentem Mikołaja w liczbie reprodukcji na papierach do pakowania prezentów, świecach i bzdurnych figurkach. Bałwanków jest cała masa: swego czasu popularna była kreskówka o Boulim, a w sklepach spożywczych zalegają tony bałwanków z czekolady. Najfajniejszy jest jednak taki, którego można ulepić ze śniegu samodzielnie, wcisnąć mu marchewę i nałożyć dziurawy garnek. Smutną właściwością takiego bałwana jest jednak to, że później się topi, a także narażony bywa na atak wrednych dzieciaków, gotowych dla zabawy zniweczyć efekt naszej pacy. Ale gra jest warta świeczki, bo można przez chwilę poczuć się artystą. Bałwan ma też tę przewagę nad Mikołajem, że jest bliżej natury i promuje metodę „zrób to sam” (DIY – esencja punk rocka). Ale kibicować należy nawet jego rysunkowym czy czekoladowym wersjom, choćby nie wiem jak nas wkurzały głupawym wyrazem twarzy i nędzą w imitowaniu człowieka. Dokładnie tak, jak kibicujemy Yahoo w beznadziejnej konkurencji z monopolistycznymi praktykami Windowsa.

BABY JAGI

Inną alternatywą dla cukierkowatego dziada jest wredna baba. We Włoszech tradycja mówi, że prezenty przynosi nie Mikołaj, a Befana – dobra wiedźma, która gubiąc się, nie zdążyła na powitanie Chrystusa (dotarło tylko trzech króli). Od tego czasu Befana lata na miotle, zostawiając dzieciom prezenty, na wypadek gdyby dziecko okazało się Jezusem. We Francji podobną funkcję spełnia dobra wróżka Abonde, która przynosi prezenty w Nowy Rok. Jednak już w Niemczech, gdzie klimat jest surowszy, a ludzie mniej ogorzali i naiwni, w święta przylatuje Berta – wiedźma z wielkim nosem i jeszcze większymi stopami, którą w imię pruskiego wychowania straszy się niegrzeczne dzieci. Kobiety wciąż jednak mniej kojarzą się
ze świętami niż Mikołaj, ale może robią to z premedytacją, bo co to za przyjemność przemierzać tysiące kilometrów, przeciskać się przez kominy i lać dzieciaki rózgą. Jedyną damą, która siłą swojego chłodu mogłaby zmieść z powierzchni ziemi śmiejącego się do rozpuku dziada, jest – by wrócić jeszcze do Andersena – Królowa Śniegu. Tajemnicza, majętna kobieta uprowadzająca dzieci do swego lodowego pałacu roztacza wszeteczny urok niepozbawiony seksapilu. Gdyby w wersji filmowej zagrała ją Catherine Deneuve, na pewno symbolika świąt stałaby się bardziej równościowa, a jeśli pomysł ten przechwyciłaby Pepsi.Co, historia świątecznej popkultury mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej.


GALERIA

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy...

Imię
Email
Komentarz


Wpisz litery, które widzisz na obrazku powyżej.
Pojawiają się tylko litery od A do Z.
Wielkość znaków jest nieistotna.