Trudno chyba o bardziej typowego hack’n’slasha niż „Darksiders”. Gra łączy w sobie sprawdzone patenty z takich klasyków gatunku, jak: „Devil May Cry”, „Ninja Gaiden” czy „God of War”. Fabuła przenosi nas do niedalekiej przyszłości, gdzie jako jeden z jeźdźców apokalipsy o imieniu Wojna zostajemy niesłusznie posądzeni o wywołanie przedwczesnej apokalipsy na świecie. Wydarzenie to nie spodobało się ani piekłu, ani niebu, więc teraz dokopać nam chcą i jedni, i drudzy. Naszym zadaniem jest wyjaśnienie afery i znalezienie osoby, która naprawdę odpowiada za przedwczesne sczyszczenie ludzkości. Jak na prawdziwy hack’n’slash przystało, nasz główny bohater to prawdziwy kawał sukinsyna. Wojna rzuca autami, kroi gigantycznym mieczem i strzela z wielkiej broni. Gdyby jednak komuś te trzy główne czynności się znudziły, autorzy umieścili w grze parę dodatkowych atrakcji. Zagadki logiczne, tryb latania na gryfie, jazda na rumaku, pływanie. Wróćmy jednak do zabijania. Walka jest niezwykle efektowna, często tłuczemy się z kilkakrotnie większymi przeciwnikami, którzy demolują całą scenerię. Sami również możemy zamienić się w wielkie płonące bydlę, obracając w pył wszystko, co stanie nam na drodze. Bez wątpienia ojcem sukcesu tej produkcji stworzonej przez małe studio developerskie Vigil Games jest Joe Madureira. Znany rysownik komiksowy, który w kapitalny sposób zaprojektował design całego świata „Darksiders”. Gra niestety jest odrobinę za prosta i ma nierówny poziom. Miejscami zapiera dech w piersiach, kiedy indziej budzi estetyczny niesmak. Produkt uważam za udany, mimo to poleciłbym go jedynie miłośnikom gatunku.
Xbox 360, PS3
8/10




















