RECENZJE / GRY
Red Dead Redemption / Rockstar Games
RED DEAD REDEMPTION / ROCKSTAR GAMES
Tekst: Cegła    
2010.10.10
W tym miesiącu zdecydowałem się poświęcić cały dział na recenzję jednego tytułu. Okazja jednak jest nie byle jaka. Jedno z najlepszych i najbardziej znanych studiów developerskich - Rockstar Games - odpowiedzialne za takie megahity jak serie "GTA", "Manhunt" czy "Max Payne", wreszcie wydało swoje najnowsze dzieło. Przygodówka TTP "Red Dead Redemption", o której mowa, według doniesień zagranicznej prasy kosztowała ponad sto milionów dolarów i w tej chwili uznawana jest za najdroższą grę w historii branży.

Bez dwóch zdań mamy tu do czynienia z nową jakością, jeżeli chodzi o gry konsolowe. Akcja „Red Dead Redemption” toczy się na Dzikim Zachodzie w roku 1911. Jako eksbandyta o imieniu John Marston zostajemy wysłani przez rząd na prerię, by tam odnaleźć jednego z byłych współpracowników i pomóc w jego zapuszkowaniu. Sytuacja z czasem komplikuje się i priorytety naszego głównego bohatera szybko ulegają zmianie. Fabuła jest wielowątkowa, ciekawa i oferuje wiele zwrotów akcji. Oprócz zawiłego wątku głównego, w grze autorzy tradycyjnie umieścili wiele side-questów, czyli zadań, których nie musimy wykonać, by ukończyć tytuł i nie są one ściśle związane z głównym wątkiem, jednak dostarczają sporo zabawy i wydłużają żywotność produktu. Zazwyczaj polegają na pomaganiu mieszkańcom, zbieraniu różnych ziół czy strzelaniu do zwierzyny.

Świat, w którym osadzony jest „Red Dead Redemption” zrealizowany został na najwyższym poziomie. Mamy tu wielkie połacie terenu, po których poruszamy się konno lub jak kto woli dyliżansem. W małych miasteczkach możemy pójść do prymitywnego kina, zagrać w pokera, black jacka czy kości. W miejscowym barze urżnąć się w trupa i wszcząć bójkę, po czym wstać, otrzepać się z kurzu i na przykład kupić nowy dom. Stworzony przez Rock Star świat tętni życiem. Cały czas coś interesującego dzieje się na ekranie: albo kogoś właśnie obrabowują, albo ktoś pijany wytacza się z knajpy, albo na miasto napadają bandyci. Wątek główny na szczęście nie ograniczył się do chodzenia z rewolwerem po prerii i strzelania do wszystkiego, co ma mniej niż cztery nogi. Do wykonania głównego zadania potrzebne jest zaufanie mieszkańców prerii, które zdobywamy na wiele sposobów. Czasem zaganiając bydło na wypasie, łapiąc na lasso i ujeżdżając konie, czasem biorąc udział

w wyścigach powozów. Nie prowadzimy tu jednak życia farmera, a Dziki Zachód to Dziki Zachód, nie obyło się więc bez abordażu na pędzący pociąg, pościgów po prerii, rabowania banków i im podobnych. Na uwagę zasługują także bardzo realistycznie wykonane cut-scenki, postacie zachowują się naturalnie jak prawdziwi aktorzy, a odpowiednio podobierane głosy ożywiają martwe bryły postaci. Jeżeli chodzi o zręcznościowe aspekty gry, jest jeszcze lepiej.  Strzelaniny dają dużo frajdy, choć nie są dostatecznie wymagające. Gra pomaga nam w celowaniu, spychając delikatnie celownik na ciało przeciwnika, a tryb spowalniania czasu w trakcie zadymy daje ogromną przewagę nad oprychami. Możemy w miarę wygodnie strzelać, jednocześnie pędząc na grzbiecie konia czy prowadząc dyliżans. Istnieje nawet możliwość wystrzelenia przeciwnikowi broni z ręki, złapania go na lasso i przewiezienia za koniem po pustyni. Czego dusza zapragnie. Grafika też nie pozostawia wiele do życzenia. Ładne tekstury, płynna animacja, świetnie odwzorowane warunki atmosferyczne. Rozmach „Red Dead Redemption” jest niesamowity.

10/10