RECENZJE / FILM
TLEN  / Iwan Wyrypajew
TLEN / IWAN WYRYPAJEW
Tekst: Anna Serdiukow    
2010.02.13

„W życiu może zdarzyć się wszystko, a zwłaszcza nic” – napisał Michel Houellebecq w „Platformie”. Iwan Wyrypajew w swoim kolejnym filmie udowadnia, że jak już się zdarza to wszystko, to należy z całych sił się tego trzymać, robić to, co w naszej mocy, by jak najdłużej trwał ten stan. Czasem będzie się to wiązać z pięknem, naiwnością, szczęściem. Innym razem ze zbrodnią, okrucieństwem, bezkompromisowością. 

Miłość dla niektórych jest jak oddychanie. I jak się zaczynają dusić, to stać ich na ostateczne gesty. Potrzeba doświadczania prawdziwych emocji, tych wielkich i najważniejszych, bywa zgubna, ślepa, ale też wyzwalająca. Od kłamstwa, życia w kłamstwie. Płytki oddech przestaje w końcu wystarczać. Przestał też Sańce, który zakochał się w rudowłosej Sashy z wielkiego miasta i zatłukł łopatą swoją prowincjonalną żonę. 

Gruszka i Filimonov wcielają się w podwójne role. W rytmie hip-hopu prowadzą audycję w rosyjskim radiu, w której opowiadają o nieszczęśliwych kochankach, których również grają. Paradoksalnie najsłabiej wypada monolog aktorki wypowiedziany po polsku oraz nawiązania do izraelsko-palestyńskiego konfliktu, choć w rezultacie prowadzony przez aktorów przewrotny dialog – dekalog popkultury – i tak porywa widzów. 

Iwan Wyrypajew, najbardziej okrutny ze współczesnych dramaturgów, nazywany następcą Dostojewskiego, przekonuje znowu niejako za Houellebecqiem: „A jeśli nie zrozumiałem, czym jest miłość, po cóż miałbym rozumieć resztę?”. Wdech. I wydech.  

9/10