Nagrodzony na festiwalu w Sundance debiutancki obraz Maxa Mayera „Adam” ma w sobie to wszystko, za co lubimy amerykańskie kino niezależne: zwykłą fabułę, wrażliwych i nieco zagubionych życiowo bohaterów oraz mnóstwo pozytywnej energii.
Zafascynowany kosmosem Adam stara się zgłębić tajemnicę rozszerzania się wszechświata, w którym poszczególne obiekty oddalają się od siebie z szybkością nieraz przekraczającą prędkość światła. Jakby na przekór tej teorii, którą odczytać można jako alegorię współczesnych stosunków międzyludzkich, między Beth a Adamem wytwarza się delikatna więź. Budowana małymi krokami przyjaźń, a potem miłość jest dla nich obojga cennym doświadczeniem pozwalającym odnaleźć w sobie siłę do życiowych zmian.
Relacja, której jesteśmy świadkami, pozbawiona jest ciężaru banalności, jakim raczą nas typowe komedie romantyczne. Realizując „Adama”, Max Mayer posłużył się kamerą niczym lunetą teleskopu, dając nam szansę dostrzec, niewidoczne gołym okiem, najszczersze z ludzkich emocji.
8/10




















