Zanussi nakręcił „Czarne słońce” w 2007 roku, ale na polskie ekrany film trafia dopiero teraz. Dlaczego? W żargonie marketingowym to kino „wysokiego ryzyka”, to znaczy takie, którego nikt nie chce oglądać. Ani krytycy, ani widzowie. Ani duch święty. Chociaż ten ostatni powinien się filmem Zanussiego zaniepokoić, bo w formie i treści przypomina pogańskie gusła, wskrzeszanie trupów. Trupami są bohaterowie Zanussiego, którzy przed kamerą wyglądają jak ożywione posągi (jeden z nich zagrała legendarna włoska aktorka Valeria Golino), w dodatku posługujące się językiem niczym ze staropolskiego przekładu „Hymnu o miłości”. Trupia jest forma filmowa przypominająca egzaltowany przedwojenny melodramat, w którym wątek kryminalny ogląda się dla odmiany jak komedię. Całość jest do bólu anachroniczna. Wydumane, tragiczne lovestory (miłość dwojga kochanków rozdziela śmierć jednego z nich) zionie pustką. Panie Zanussi, dajmy spokój zmarłym, nie mogą się bronić!
reż. Krzysztof Zanussi
Premiera: 8 kwietnia
1/10




















