RECENZJE / FILM
Mamut / Lukas Moodysson
MAMUT / LUKAS MOODYSSON
Tekst: Anna Bielak    
2011.01.03
Scenariusz „Mamuta” można rozpisać, posługując się kodem zero-jedynkowym. Otwierająca film scenka rodzajowa, w której rodzina (ich dwoje i dziecko) bawi się w salonie, pozwala widzom posmakować ideału, który w rzeczywistości nie istnieje.

Niebawem Leo (Gael Garcia Bernal) przeżyje romans w Tajlandii, a Ellen (Michelle Williams) zostanie w pustym domu (penthouse w Soho) z córką i pochodzącą z Filipin opiekunką Glorią (Marife Necesito). Moodysson będzie zaś mógł do znudzenia stosować obciążony metaforą montaż równoległy, zestawiać
nowojorską burżuazję z biedą w Tajlandii czy samotność mężczyzny w egzotycznym kraju z obcością między matką a córką. Ale między słowami opowie niejedną historię z kobietą w roli głównej. Kobietą samotną, spełniającą społeczne oczekiwania, zamkniętą w jednej tylko z szeregu ról, które mogłaby grać symultanicznie. Ellen jest chirurgiem, ale w kuchni prócz robienia wycinanek z pomarańczy nie radzi sobie z przygotowaniem prostego posiłku. Gloria to pełnoetatowa niania, która nie może być matką dla własnych synów. W Bangkoku za sprawą Leo na scenę wkracza także Cookie, prostytutka z niemowlęciem, której nie stać na zaangażowanie się w stały związek. Kobiety Moodyssona są jednowymiarowe, ale to nie on je takimi wymyślił. Każda z nich jest konstruktem podsuniętym przez świat, o którym reżyser opowiada w niezgrabny, ale mocny sposób. Posługując się łamanym angielskim, szwedzki reżyser usiłuje podbić amerykański rynek. W głównych rolach obsadza hollywoodzkie gwiazdy i liczy na sukces. Jednak wszystko, jak krytyka kapitalizmu, za bardzo rzuca się w oczy. Moodysson skierował reflektor na drażliwe tematy, a od jaskrawego światła bolą spojówki.

reż. Lukas Moodysson
Premiera: 14 stycznia
6/10