RECENZJE / FILM
MR. NICE
MR. NICE
Tekst: Adam Kruk    
2011.06.06
„Mr. Nice” to pean na rzecz ziela, pokazujący że nawet jeśli dzieje się źle, nie trzeba łapać złej jazdy. Bohater filmu (Rhys Ifans), choć miły, wcale nie nazywa się Nice. To pseudonim, którego Howard Marks (postać autentyczna) używa podczas swoich podróży. Przemieszcza się sporo, bo ma w tym interes – przemyca narkotyki. Trochę dla pieniędzy, bardziej jednak z miłości do haszu.

Jest dzieckiem kontrkultury, dla jednych oznaczającej walkę o wolną miłość czy przeciw wojnie, dla innych – o prawo do narkotykowego odlotu. Reżyser filmu, Bernard Rose, w latach 80. zasłynął z kręcenia odważnych teledysków, m.in. do „Relax” Frankie Goes To Hollywood czy „Smalltown Boy” Bronski Beat. Po przygodzie w Hollywood lat 90. (horror „Candyman” i „Wieczna miłość” z Garym Oldmanem) wrócił na Wyspy, by nakręcić właśnie „Mr. Nice”. Obraz zdobył status dzieła kultowego, wpisując się w uwielbianą tam konwencjęfilmów o używkach w stylu „Withnail And I” czy „Trainspotting”. Czy po antydopalaczowej histerii równie przychylna okaże się polska widownia?

 reż. Bernard Rose
Premiera: 20 maja
6/10