RECENZJE / FILM
TEMPLARIUSZE. MIŁOŚĆ I KREW/Peter Flinth
TEMPLARIUSZE. MIŁOŚĆ I KREW/PETER FLINTH
Tekst: Rafał Pawłowski    
2010.01.08
Trafiający do polskich kin wraz z niespodziewaną jesienną falą filmów z krainy fiordów obraz Petera Flintha "Templariusze. Miłość i krew" to pierwsza część filmowego dyptyku o przygodach rycerza Arna de Gothii, będąca adaptacją bestsellerowej trylogii "Krzyżowcy" Jana Gillou. Odwołująca się do literackiej tradycji rycerskiego eposu historia opisuje życie Arna - od dzieciństwa przez nauki w katolickim zakonie, oskarżenie o sprzeniewierzenie się Bogu i będącą tego konsekwencją pokutną służbę w Ziemi Świętej. Śledząc jego zawiłe losy, poznajemy jednocześnie historię początków Królestwa Szwecji, na której cieniem kładą się bratobójcze walki o tron. Jeśli uświadomić sobie, że w tym samym czasie Bolesław Krzywousty walczył o sukcesję ze swoim bratem Zbigniewem (któremu ostatecznie wyłupił oczy), to pozostaje pozazdrościć Szwedom 30 milionów dolarów, za jakie zrealizowano "Templariuszy". Budżet wykorzystano na szczęście nie na tysiące statystów, lecz na rzetelne odtworzenie realiów epoki i zgromadzenie wyśmienitej obsady. Kreującemu Arna Joakimowi Nätterqvistowi partnerują Stellan Skarsgård, Vincent Perez i muza Bergmana - Bibi Anderson. Reżyser Peter Flinth stworzył mroczną, a zarazem piękną opowieść o rycerskim honorze i historii swojego kraju. Jej zwieńczenie przynosi drugi z filmów - "Królestwo na końcu drogi". Miejmy nadzieję, że polski dystrybutor nie będzie zwlekał z zaprezentowaniem go widzom.

7/10
GALERIA