RECENZJE / FILM
The Limits of Control / Jim Jarmusch
THE LIMITS OF CONTROL / JIM JARMUSCH
Tekst: Anna Bielak    
2010.02.13
Wszystko jest oszustwem i grą opartą zdolności dostrzegania, że „są pomiędzy nami ci, których nie ma wśród nas”. W najnowszym filmie Jima Jarmuscha „The Limits of Control” nic nie jest. Samotny mężczyzna (Isaach De Bankolé) przemierza hiszpańskie ulice. Hipnotyczna fabuła swą zagadkowością przyprawia o zawrót głowy, jej śledzenie nie tyle jest równoznaczne z tropieniem wzorów klasycznego thrillera, ile z powolnym odkrywaniem fantazmatu. Jarmusch bowiem nie odnosi się do rzeczywistości, ale do obrazu – bez wątpienia przede wszystkim do swojego filmu sprzed lat, „Ghost Dog: Droga samuraja”. Mężczyzna w „The Limits of Control” jest rekonfiguracją dwóch bohaterów tamtego obrazu. To dlatego zakłada garnitur, który podarował Raymondowi Ghost Dog; zaszyfrowane wiadomości dotyczące kolejnego ruchu otrzymuje w pudełkach od zapałek, bo podobnie jak on nie używa telefonów (a gołębi dla odmiany nie hoduje), i nie mówi po hiszpańsku, bo Raymond nie miał talentu do języków. Zmieszały się w nim dwie tożsamości, których nie sposób do końca rozsupłać. Kolejne analogie bynajmniej nie są więc kwestią zbiegu okoliczności, raczej efektem marzenia sennego, które jeden obraz przekształca w drugi. Jim Jarmusch bowiem otarł się o arcydzieło, o ile uwierzymy Tildzie Swinton przekonującej De Bankolé w jednej ze scen, że najlepsze filmy przypominają sny, co do których nie jesteśmy pewni, czy w ogóle nam się przyśniły. 9/10
GALERIA