„Animal’z” to opowieść o Ziemi przyszłości, zniszczonej przez serię katastrof naturalnych i pogrążającej się w chaosie. Planecie, na której ludzkie niedobitki próbują przeżyć i stworzyć sobie przynajmniej obraz, jakąś namiastkę przyszłości. I choć ta futurystyczna wizja jest ciekawa i ma ogromny potencjał, Bilal wykorzystuje ją przede wszystkim do głoszenia – wręcz z ambony, szaleńczym krzykiem – pseudofilozoficznych treści. Niczym polityk na wiecu rozprawia z zaangażowaniem o polityce, humanizmie i ekologii, a i tak nie dochodzi do żadnych wniosków, pozostając na poziomie podręcznikowych haseł. Na dodatek każe jednemu z bohaterów cytować wielkich literatów, przez co wprowadza tylko fabułę na kolejne mielizny przeintelektualizowania. Natomiast na drugi czy nawet trzeci plan spycha relacje między tymi ludzkimi niedobitkami. Szkoda, bo akurat relacje pokazuje bardzo umiejętnie, świetnie oddając odczucia ludzi dogorywających w świecie po katastrofie. Niestety, jest to tylko jeden z przebłysków geniuszu (drugi to oszczędny, acz świetny rysunek) w tym kisielu banału – bo gęsty ten komiks i ciągnie się niemiłosiernie.
Animal’z
Enki Bilal
Egmont
5/10




















