W przeciwieństwie do spadających jesienią liści i zwierząt szykujących się powoli do snu zimowego, komiks polski budzi się w tym samym czasie do życia. Ten jakże nieudolny w swojej poetyckości wstęp miał na celu wyłącznie (oczywiście poza zażenowaniem czytelników) poinformowanie, że w październiku szykuje się prawdziwa inwazja rodzimych historii obrazkowych. Spośród dość licznej grupy premier warto się jednak bliżej przyjrzeć przede wszystkim dwóm tytułom.
"Łauma" Karola Kalinowskiego to obyczajowa opowieść o małej dziewczynce, która wraz z rodzicami jedzie w odwiedziny do babci mieszkającej w małej wiosce na Suwalszczyźnie. Autor jednak już na pierwszych stronach wywraca wszystko do góry nogami, a na pozór realistyczna historia przemienia się w polską odpowiedź na "Czarnoksiężnika z krainy Oz". I choć tutaj także oglądamy akcję z perspektywy niewinnej Dorotki, to zamiast Blaszanego Drwala czy Tchórzliwego Lwa mamy galerię postaci z regionalnych legend. KRL świetnie buduje atmosferę pięknymi i uderzającymi swoją precyzją rysunkami, a niekiedy także zaskakuje niespodziewanym zwrotem akcji. Szkoda tylko, że pod koniec zbytnio przyspiesza akcję, przez co w finale do komiksu wkrada się chaos, a trochę też ulatniają się emocje.
Świetne rysunki są także mocną stroną parodiującego kryminały komiksu "Hmmarlowe i niedole Julitty" Przemysława Surmy. Zresztą nie tylko one, bo forma - jako całokształt - robi tu ogromne wrażenie. Surma prawie całkowicie rezygnuje z klasycznych kadrów, jednocześnie trzymając wszystko w ryzach świetnie zakomponowanymi planszami, a do tego cudownie bawi się dialogowymi dymkami i innymi elementami graficznymi. Sama historia też dostarcza rozrywki, choć po skończonej lekturze ciężko mówić o konkretnej fabule, prędzej o zbiorze sympatycznych dowcipów. Nie zmienia to jednak faktu, że mimo paru niedoskonałości Kalinowski i Surma wyróżniają się ze swoimi komiksami na rodzimym rynku.
7/10




















