Ktoś musi wyjść na powierzchnię, by ustalić, co się dzieje z karawanami pełnymi broni... Mam nadzieję, że zgodnie z zapowiedziami zrealizują film na podstawie dwuczęściowej prozy rosyjskiego pisarza, „Metra 2033” i „Metra 2034”. Czuć tu potencjał „Mad Maksa”, „Terminatora”, „Ludzkich dzieci”, „Wehikułu czasu”. Ale nie tylko, historia przywołuje w pamięci analogiczne rozprawy o kondycji współczesnego społeczeństwa w zestawieniu z futurystycznym katastrofizmem dziejowym – opublikowany w 1972 roku „Piknik na skraju drogi” czy bardziej aktualne wydawnictwo, komiks „Suka”. Niby znane motywy – upadek człowieczeństwa, walka o przetrwanie, nadchodzący kres jako reset, a w zasadzie restart tego, co było do tej pory znajome, właściwe, odpowiednie. Całkowite przewartościowanie priorytetów – ale ujęte w powolnej, gęstej narracji pełnej dziwnej symboliki, przesłania zbudowanego na mistyce, fatalizmie, filozofii. Dlaczego to taka apokalipsa, w której chce się wziąć udział? Tylko w ten sposób dzisiaj można poczuć się częścią jakiejś społeczności.
Dmitry Glukhovsky
Insignis
6/10




















