Jerzy Kosiński, król autofikcji,
mistrz autokreacji. Ile było prawdy w jego powieściach, co było
zmyśleniem? Granica między tym, co wyobrażone, a tym, co
rzeczywiste, była płynna w życiu pisarza – zresztą jedno
wypływało z drugiego i odwrotnie. W książkach było podobnie
Czesław Czapliński i reżyser słynnej
już „Matki Teresy od kotów”, Paweł Sala nie rozwiązują
zagadki. W napisanej wspólnie sztuce (początkowo Czapliński myślał
nie o teatrze, ale o kinie) stawiają pytania, mącą i gubią tropy,
mieszają szyki czytelnika. Próbują oddać ostatni dzień z życia
Jerzego Kosińskiego. Wanna, plastikowa torba na głowie… oto
rekwizyty samobójczej śmierci. Ale nie spodziewajcie się śledztwa,
tekstu rozliczeniowego – nie chodzi o to, by pokazać, co
bezpośrednio doprowadziło do tragicznego finału. Raczej o to, by
nakreślić, co sprawiło, że Kosiński wiódł życie takie, jakie
wiódł. I tej śmierci jednak długo się wymykał, igrał z nią,
wodził za nos. Powstała impresja, wyimek z czyjejś tajemnicy.
Neurozy, fascynacje, lęki, seks i perwersja – życiowy wir
naznaczony Zagładą. Jeszcze chwila i damy się wciągnąć pod
wodę, do tej wanny, do tej torby pełnej sekretów.
Ale Czapliński i Sala nie dają
gotowych odpowiedzi. Może, jeśli w ogóle, pewne wskazówki… „Nie
płaczcie nad umarłym i nie lamentujcie nad nim” – pada pod
koniec dramatu. No właśnie. Przejścia tutaj nie ma. Każdy swoje
przejście odnaleźć musi sam.
8/10