Początkowo biografię urodzonego w 1939 roku Volkera Schlöndorffa miał napisać wynajęty przez wydawcę dziennikarz lub ghost writer. Reżyser rozważał taką możliwość, w rezultacie jednak nie zgodził się na to rozwiązanie. Dobrze się stało – „Światło, cień i ruch” to bardzo osobista relacja, wspomnienie opatrzone wewnętrzną nostalgią i sentymentem autora, jego emocjami i poglądami. Dzięki temu czyta się ten zapis niczym pamiętnik, wzbogacony kolekcją zdjęć. Mamy poczucie, jakbyśmy zaglądali na karty intymnego niemal dziennika i wraz z reżyserem przedzierali się przez kolejne rozdziały upływającego czasu. Schlöndorff pisze o swoim dzieciństwie i młodości, dojrzewaniu, pracy w Niemczech i w USA, przyjaźniach, miłościach, otrzymanych nagrodach (Oscar w 1980 roku), głośnych filmach, takich jak „Blaszany bębenek”, który powstał inspirowany książką Güntera Grassa. Jest tu i niemiecka precyzja w opisie życia i mitologizacja zdarzeń oraz uczuć – jednak to zrozumiały zabieg, daleko mu do grafomańskiej zapalczywości. Mająca wydźwięk nieco podsumowujący książka dodaje, doprecyzowuje, dookreśla to, czego Volker Schlöndorff nie zawarł w swoich filmach. O sobie.




















