Szczytowym punktem „Aleksandra”, swoistego śmietnika zapożyczeń i cytatów, jest „Truth” – utwór przejmujący, przepiękny i ze spaghetti-westernowym zagwizdem. Dwa lata temu z Zerami Ebert też nagrał coś podobnego, ale niebezpieczna indie-chwytliwość owego „Home” od razu została wyssana przez trzy seriale, reklamę, ligę hokejową i romantyczną komedię o nieudacznikach. Nowy materiał raczej się przed tym obroni, a przyczepić można się tu do zbyt oczywistego czerpania z lat 60., wchodzenia co chwila do rzeki country i folku (oczywiście z przedrostkiem -alt), silenia się na gospel czy popadania w soul. Ale nie bądźmy kapryśni – to wbrew pozorom bardzo spójna płyta. Ktoś rzucił, że Alex to nowy Devendra Banhart. Bez obaw – to równie wielki oryginał, łączy ich tylko broda.
Alexander
„Alexander”
Vagrant
8/10
Alexander
„Alexander”
Vagrant
8/10























