RECENZJE / MUZYKA
Alexander / Alexander
ALEXANDER / ALEXANDER
Tekst: Zdzisłąw Furgał    
2011.06.21
Solowa płyta Alexa Eberta arcydziełem może nie jest, ale dobrze pokazuje wszystko to, co od lat lęgnie się w głowie szalonego Amerykanina. Jego hipisowskie podejście do grania dało się we znaki już przy poprzednim projekcie, czyli Edward Sharpe And The Magnetic Zeros (choć tamten materiał wydawał się nieco poważniejszy od albumu imiennego).
Szczytowym punktem „Aleksandra”, swoistego śmietnika zapożyczeń i cytatów, jest „Truth” – utwór przejmujący, przepiękny i ze spaghetti-westernowym zagwizdem. Dwa lata temu z Zerami Ebert też nagrał coś podobnego, ale niebezpieczna indie-chwytliwość owego „Home” od razu została wyssana przez trzy seriale, reklamę, ligę hokejową i romantyczną komedię o nieudacznikach. Nowy materiał raczej się przed tym obroni, a przyczepić można się tu do zbyt oczywistego czerpania z lat 60., wchodzenia co chwila do rzeki country i folku (oczywiście z przedrostkiem -alt), silenia się na gospel czy popadania w soul. Ale nie bądźmy kapryśni – to wbrew pozorom bardzo spójna płyta. Ktoś rzucił, że Alex to nowy Devendra Banhart. Bez obaw – to równie wielki oryginał, łączy ich tylko broda.

Alexander
„Alexander”
Vagrant
8/10

GALERIA