Korzystając
z fali popularności, zachęcony ciepłym przyjęciem swoich piosenek w Opolu,
Borys Szyc postanowił wyjść ze swoją twórczością spod prysznica. Repertuar
pozostawił jednak łazienkowy: najbardziej znane i ograne kawałki Prince’a,
Sinead O’Connor, Jamesa Browna (Brown nagrał w życiu niemal tysiąc utworów –
dlaczego wszędzie słychać tylko jedno i to samo „I Feel Good”?!) plus kilka
własnych kompozycji i polskich coverów. Wspierają go gwiazdy i gwiazdeczki
rodzimej sceny, wśród nich Ewa Bem i Kasia Cerekwicka. Wsparcie jest potrzebne,
bo głos Szyca do najciekawszych nie należy (chyba że lubicie wczesnego
Rynkowskiego). Nawet interesujące kompozycje, podobne do „Supermenki” Kayah i
zahaczające o klimaty r’n’b, nie mogą już pomóc. Bo kiedy Borys śpiewa, to
jakby się męczył. I my się męczymy z nim. Poprawianie własnego samopoczucia
poprzez spełnianie marzeń o karierze piosenkarskiej – tak, ale nie kosztem
słuchaczy!
3/10




















