RECENZJE / MUZYKA
Cut Copy / Zonoscope
CUT COPY / ZONOSCOPE
Tekst: Filip Szałasek    
2011.05.06
Nowe Cut Copy to zadanie dla dwóch recenzentów. Jeden podkreśla, że stosunkowo obszerne fragmenty "In Ghost Colours", którym Australijczycy zawojowali listy roczne 2008, skipowało się. "Zonoscope" wchodzi zaś gładko od początku do końca.

Drugi natychmiast sprostuje: materiał równy, spójny, ale letni. Brak potężnych bangerów w stylu "Lights & Music" i "Out There on the Ice" czy uniwersalnych wytrychów, jak pamiętne "Hearts on Fire". Jeden pisze, że Cut Copy w końcu dojrzeli, drugi, że nagrali płytę o kilka indeksów za długą, a trwający kwadrans szalony closer to nie narkotykowy trip, a co najwyżej poza na Gus Gus. Ostatecznie będą się musieli zgodzić w jednym: w samym zeszłym roku preferowana przez Australijczyków formuła natrafiła na takich realizatorów jak James Murphy (LCD Soundsystem), Dan Snaith (Caribou) czy Benjamin Plant z przyjaciółmi (Miami Horror), więc Cut Copy po prostu nie mogli zaproponować niczego nowego. Od pierwszego recenzenta, który niekoniecznie szuka rewolucji za każdym rogiem i nadal jara się ejtisami, "Zonoscope" dostanie mocne 7. Od drugiego, który nie potrafi się bawić i kompensuje to sobie analizami oraz dobrą pamięcią, naciągane 5. Bawię się w niego, choć z "Zonoscope" nie zapamiętam wiele.

Cut Copy
"Zonoscope"
Universal
5/10